.linkwithin_posts a div { -webkit-border-radius: 10px; -moz-border-radius: 10px; border-radius: 10px; }

Essential Care nawilżający krem różany

Dziś będzie o kosmetyku z certyfikatem Ecocert , a mianowicie o tytułowym nawilżającym kremie różanym marki Essential Care. To pierwszy kosmetyk tej marki z jakim miałam do czynienia i nie zawiodłam się. Post będzie z tych dłuższych, gdyż krem zawiera sporo składników,  o których wręcz trzeba wspomnieć, ponieważ dobroczynnie wpływają na naszą cerę. Ale po kolei:)
Produkt zawiera:
- masło shea, które uzyskuje się z nasion tzw. „drzewa życia” rosnącego w Afryce. Masło doskonale nawilża skórę, oraz zmiękcza ją dzięki zawartości witamin A oraz E, pomaga przy regeneracji skóry. Niezastąpione dla skóry suchej czy alergicznej.

-olejek kokosowy, który posiada właściwości antybakteryjne i przeciwzapalnie, a do tego pielęgnuje skórę.

-olej jojoba, dobrze wchłaniany przez skórę,. nawilża ją i odżywia. Pomocny przy łuszczycy czy trądziku.

-aloes zwyczajny, przyspieszający gojenie i regenerację, działający przeciwzapalnie i zmiękczająco na skórę.

-wyciąg z kapryfolium (wiciokrzew przewiercień), przeciwutleniacz, tonizuje oraz wzmacnia kruche naczynka. Posiada również działanie antybakteryjne.

-wyciąg z porostów, ochraniający i pielęgnujący skórę.

-olejek eteryczny z róży, zapobiegający przedwczesnemu starzeniu się skóry, bogaty w witaminę E,  karotenoidy, sterole, nienasycone kwasy tłuszczowe. Wspomaga syntezę kolagenu. Bardzo przydatny dla przeciwstarzeniowej pielęgnacji skóry.

-rokitnik zwyczajny, wykazujący działanie przeciwzmarszczkowe, regeneracyjne oraz antyoksydacyjne, poprawia koloryt skóry, chroni przed promieniowaniem słonecznym. Zmniejsza blizny i przyspiesza proces tworzenia się nowego, zdrowego naskórka.

-organiczna woda różana, tonizuje, nawilża, oczyszcza skórę, pięknie pachnie, ożywiając cerę i wygładzając ją.
Lista jest całkiem spora prawda:) Jak zapewnia producent, produkt jest odpowiedni dla wegan. Krem posiada piękny różany zapach, który utrzymuje się jakiś czas po aplikacji na skórze ( mój narzeczony go uwielbia:) ). Właściwie jego konsystencja jest dość rzadka, ale myślę, że to plus kremu, gdyż jak zapewnia producent można go z powodzeniem stosować do pielęgnacji skóry wokół oczu, i dzięki tej rzadkiej konsystencji aplikacja na tak delikatną skórę jest bardzo przyjemna.
Krem dostępny jest w dwóch pojemnościach - 15 ml oraz 50 ml. Mój krem ma pojemność 15 ml i kosztował bez przesyłki około 30 złotych. Zakupiłam go na Biomania.pl. Jak widać na zdjęciach, mieści się on w niewielkiej tubce, natomiast krem o pojemności 50 ml, dostępny jest w estetycznej buteleczce i jego cena wynosi około 90 złotych. Cena dosyć spora, ale i jakość naprawdę godna polecenia.
tak wygląda buteleczka z 50 ml kremu. Zdjęcie pochodzi z tąd
Podsumowując:
PLUSY:
-dobrze nawilża
-pięknie pachnie
-bogaty w naturalne ekstrakty
-delikatna konsystencja
-świetnie sprawdza się na cerze trądzikowej i przetłuszczającej się

MINUSY:
-nie ma
Krem tak bardzo przypadł mi do gustu, że planuję zakup 50 ml buteleczki. A czy Wy znacie jakieś inne, godne uwagi produkty tej marki?

MILARGAN Argan Hemp Oil eliksir do włosów marki Mila

Dzisiejszy post będzie dotyczył pielęgnacji włosów. Chciałabym podzielić się z Wami moim aktualnym numerem 1 do pielęgnacji  włosów (a konkretnie- końcówek, bo tam właśnie go stosuję).Mowa o tytułowym eliksirze Milargan marki Mila.
Kilka słów od producenta:
Eliksir do odżywiania i stylizacji włosów z olejkiem arganowym i olejkiem z konopi siewnych. Szybko się wchłania, błyskawicznie nawilża, odżywia i chroni. Produkt idealny do prostowania włosów.


Używam go zgodnie z instrukcją użycia zamieszczoną na buteleczce, czyli rozcieram w dłoniach 1-2 krople i rozprowadzam na wilgotnych włosach. Nie spłukuję.

Olejek przepięknie, intensywnie pachnie. Zapach określiłabym jako intensywny karmel z nutką mięty, najfajniejsze jest to, że utrzymuje się on dosyć długo na włosach. Jeżeli danego dnia  wiąże je gumką, to po całym dniu, rozpuszczając włosy przed snem nadal czuję go na włosach.
Swój olejek zakupiłam u zaprzyjaźnionej fryzjerki, która policzyła sobie za niego jedynie 10 złotych (niestety nie chciała  mi zdradzić ile eliksir kosztuje rzeczywiście ). Natomiast na aukcjach internetowych  jego ceny wahają się od 19- 30 złotych, czyli w sumie całkiem sporo.

Trwałość olejku po otwarciu sięga 24 miesięcy. Oczywiście przy regularnym stosowaniu 30 ml to nie dużo, ale ponieważ osobiście zabezpieczam nim jedynie końcówki przed prostowaniem, nie wykorzystując  go jednorazowo zbyt dużo, to jedna buteleczka starcza mi na długi czas:) 
Skład: Cyclopenthasiloxane, Dimethicone, Phenyl Trimeticone, Argania Spinosa (Argan) Kemel Oil, Cannabis Sativa (Hemp), Fragrance (Parfum). 

Pojemność: 30 ml


A teraz podsumowanie:
PLUSY:
-piękny karmelowy zapach
-wydajność
-dobrze zabezpiecza końcówki

MINUSY:
-silikony 

Auriga FLAVO-C krem nawilżający oraz serum z vit. C

Dzisiejszy post będzie dotyczył kremu nawilżającego marki Auriga oraz serum tej samej marki. Od razu zaznaczę, iż jeżeli chodzi o serum, miałam okazję używać tylko widocznej na zdjęciach próbki, jednak już po tych kilku użyciach serum wiem, że nie zdecydowałabym się na zakup pełnowymiarowej buteleczki. Dlaczego? Ponieważ, serum moją skórę mocno przesuszyło….
Serum przeznaczone jest do pielęgnacji skóry osób około 25 roku życia, ma ono za zadanie opóźnić pojawienie się pierwszych zmarszczek, ale jak zapewnia producent, ma ono pomagać również w przypadku zmarszczek już istniejących, plamach na cerze, czy ogólnym braku elastyczności. Także w przypadku skory zniszczonej słońcem, serum ma mieć dobry wpływ na jej regenerację oraz rozświetlać cerę.
Powiem szczerze, że nie mam pojęcia czemu serum się u mnie nie sprawdziło. Wiem, ze z preparatami z witaminą C bywa rożnie. To serum jest moim  pierwszym serum z witaminą C do pielęgnacji twarzy, niestety spowodowało wysyp skórek, suchość i nieprzyjemne napięcie. Muszę dodać , że stosowałam je jedynie wieczorem, czyli raz dziennie, mimo, że producent poleca  stosowanie go nawet 2 razy w ciągu dnia.  

Pojemność serum :15 ml ( próbka 3ml )

Do serum raczej już nie powrócę, nieco inaczej sprawa prezentuje się z kremem nawilżającym tej marki. Krem zakupiłam w aptece, zapłaciłam za niego około 90 złotych, spodziewając się cudownego działania na moją cerę. Cudów może  nie było, ale jest na pewno lepiej niż w przypadku serum.
Krem nawilżający FLAVO- C zawiera kwas hialuronowy i witaminę C, czyli bardzo przydatne w przeciwstarzeniowej pielęgnacji cery składniki. Ma wygładzać i uelastyczniać skórę. Tu też nie do końca mogę się  zgodzić z zapewnieniami producenta, ponieważ owszem, po kilku pierwszych użyciach widziałam fajny efekt wygładzenia i jakby rozjaśnienia skóry, z jednoczesnym jej zmatowieniem, co bardzo mi pasowało, jednak po dłuższym używaniu ( używałam również jedynie raz dziennie ) skóra była przesuszona i ściągnięta.

Krem zaczęłam więc używać nie codziennie, ale co drugi dzień i wtedy naprawdę nieźle się sprawdza. Na dłuższą metę mam zmatowioną cerę bez niespodzianek, ale muszę ją mocno nawilżać, przy pomocy innych preparatów, co jakby mija się z celem ( krem nawilżający, który nie nawilża ? ).

Próbki serum nie zużyję, krem nawilżający, myślę, że tak, ale na pewno nie codziennie, co drugi dzień, na przemian z jakimś produktem , który faktycznie się u mnie sprawdza i dobrze nawilża. Tak naprawdę, gdyby ktoś mi powiedział, ze krem FLAVO- C jest kremem przeznaczonym do cery przetłuszczającej się czy trądzikowej, to powiedziałabym, że sprawdza się super, bo używany z umiarem, matowi i nie powoduje nowych wyprysków, a i rozjaśnia plamy potrądzikowe, przez co skóra wygląda fajnie. Natomiast ma to być z założenia krem NAWILŻAJĄCY, więc ja się pytam, gdzie jest to nawilżenie?  
Pojemność kremu nawilżającego: 30 ml

Podsumowanie:
PLUSY kremu:
-przy rozsądnym użytkowaniu dobrze matuje i rozjaśnia cerę
MINUSY kremu:
-przy zbyt częstym stosowaniu wysusza
-pachnie alkoholem 
-nie zaobserwowałam wpływu na redukcję drobnych zmarszczek

PLUSY serum:
-niestety ja ich nie dostrzegłam...
MINUSY serum:
-wysusza
-nieprzyjemnie ściąga

Marki Auriga jednak nie skreślam, ostatnimi czasy chodzi  za mną ich krem dotleniający i regenerujący CHIROXY, macie może doświadczenie z tym kremem i możecie mi doradzić, czy warto go zakupić?

Mixa bogate mleczko do ciała, Intensywne Odżywienie

Dzisiejsza notka będzie dotyczyła mojego aktualnie ulubionego i moim zdaniem, najlepszego z mleczek marki Mixa, a  mianowicie tytułowego intensywnie odżywiającego, bogatego mleczka do pielęgnacji skóry suchej i bardzo suchej.
Zanim jednak przejdę do recenzji mleczka, kilka słów o samej marce. Tak więc, Mixa to marka francuska, jej powstanie datuje się na rok 1924. Uważana jest za  eksperta od pielęgnacji skóry wrażliwej. W ofercie tej marki znajdziemy oprócz mleczek, również kremy CC oraz BB, serie dla niemowląt, kremy do rąk, toniki ( swoja drogą prezentują się one bardzo interesująco ), kosmetyki do demakijażu oraz kremy przeciwzmarszczkowe. Do tego, co ważne ceny w stosunku do jakości są bardzo przystępne.
Wracając do mleczek, miałam przyjemność stosować trzy dostępne rodzaje, czyli:
1.)nawilżające , lekkie mleczko do ciała przeciw przesuszeniu ( z tego co wiem dużo osób je sobie ceni ),
2.)intensywnie odżywiające,
3.)regenerujące

Uważam, że wszystkie 3 zasługują na polecenie. Stosunek pojemności i jakości do ceny jest zadowalający, ale szczególnie do gustu przypadło mi mleczko nr 2, czyli intensywnie odżywiające.

Jak zapewnia producent ( i się nie myli :) ) skóra po użyciu mleczka ma być ukojona, odżywiona, pełna blasku ( bez przesady ) i elastyczna. Ponadto, ponieważ skóra wrażliwa jest bardziej reaktywna, więcej składników może ją po prostu uczulać, czy powodować podrażnienia, Mixa stosuje w swych produktach składniki, które mają minimalizować możliwość wystąpienia podrażnień.
Mleczko intensywnie odżywiające oprócz gliceryny , zawiera także  alantoinę, ułatwiającą gojenie podrażnień, zmiękczającą skórę, nawilżającą ją . Jej działanie jest wręcz zbawienne dla osób z wrażliwą skórą.
Sama miałam okazję się o tym cudownym działaniu na skórę podrażniona przekonać. To właśnie mleczko intensywnie odżywiające Mixy doprowadziło moje czerwone jak raki nogi ( efekt „chwilowego” przyśnięcia na słońcu ) do ładnej, równomiernej, zdrowo wyglądającej opalenizny. Bez żadnego pieczenia czy ściągnięcia. Naprawdę, wierzcie mi, żaden krem po opalaniu nie działał na mnie tak  dobrze, a wręcz po zastosowaniu kremu do pielęgnacji skóry po opalaniu ( czyli bądź, co bądź kremu specjalnie do takich sytuacji stworzonego ) moje nogi okropnie piekły…
Za to właśnie  to mleczko Mixy uwielbiam :)

Zapach również jest przyjemny, ale nie nachalny, do tego fajna konsystencja o lekko różowym zabarwieniu.
Cena: ok. 28 zł drogerie Rossmann

Pojemność: 400 ml

A teraz podsumowując:
PLUSY:
-dobrze odżywia, uelastycznia i wygładza
-zmiękcza skórę
-świetnie radzi sobie z podrażnieniami, tymi posłonecznymi także
-przyjemny zapach
-duża pojemność

MINUSY:
-nie znalazłam



Z Mixą  chyba się polubiłyśmy, choć muszę jeszcze sprawdzić działanie tych toników na swojej skórze, bo naprawdę fajnie się prezentują:) 

SUISKIN delikatna pianka myjąca z wyciągiem z 5 ziaren

Gdy skończyła mi się pianka myjąca do twarzy marki Pharmaceris postanowiłam poszukać czegoś nowego do mycia twarzy. Po lekturze zachęcającej recenzji Niecierpka dotyczącej tytułowej pianki , a także przy okazji zakupu innych azjatyckich kosmetyków, postanowiłam wrzucić do mojego zakupowego koszyka również piankę marki SUISKIN.
Zanim jednak przejdę do recenzji pianki, kilka słów na temat marki SUISKIN. A więc, jak wyczytałam, marka ta jest wynikiem współpracy między koreańskim Universal Cosmetic, szwajcarskim laboratorium w Zurychu oraz niemieckimi  naukowcami (więcej tu ).Brzmi nieźle prawda:)  No właśnie, dzięki temu cała marka może być oparta na surowcach, patentach, itp. pochodzących z różnych regionów.
SUISKIN stawia miedzy innymi na naturalne ekstrakty roślinne, pochodzące z roślin uprawianych w Szwajcarii, oraz wody z lodowców alpejskich. Owa woda jest bardzo wartościowa, gdyż znajdują się w niej jony wapnia, cynku oraz magnezu, co ma zbawienny wpływa na naszą cerę. No dobrze, a teraz aby nie przedłużać, przejdę do recenzji:)Pierwsze wrażenie  jest naprawdę pozytywne. Po raz kolejny nie zawiodłam się sugerując się recenzją stworzoną przez Niecierpka. Ale po kolei:)
Pianka ma treściwą konsystencję, wystarczy dosłownie odrobina by wytworzyła się obfita i bogata piana. Jak dla mnie efekt jest super, naprawdę przyjemny zabieg:) Skóra jest dobrze oczyszczona i gładka, nie podrażnia, nie powoduje ściągnięcia skóry. Mogę spokojnie oczyszczać ją skórę wokół moich nadwrażliwych oczu, gdyż nie powoduje ich pieczenia, jest naprawdę delikatna, a zarazem skuteczna.
Bardzo dobrze usuwa też kremy BB oraz makijaż. Dużym plusem pianki jest również obecność wyciągu z tytułowych 5 ziaren, czyli:
1.) ziaren owsa
2.) soi
3.) białego ryżu
4.) brązowego ryżu
5.) złotej fasoli
Oprócz wyciągu z wspomnianych pięciu ziaren, pianka zawiera również kilka innych wyciągów, a mianowicie:
-wyciąg z białej lilii
-wyciąg z szarotki alpejskiej
-oraz ekstrakt z owoców grejpfruta, pomarańczy i cytryny.

Jedyną rzeczą, która mi się w tym produkcie nie podoba, choć nie ma to wpływu na świetne działanie pianki, jest jej zapach….Ciężko mi go do czegokolwiek porównać, ale według mnie niestety nie pachnie jak zbożowe ciasteczka... Jednak mimo niezbyt przypadającego do gustu zapachu, uważam, że zdecydowanie warto się przyzwyczaić ( choć każdy lubi co innego, więc być może Wam się ten zapach spodoba  :) 

Nie wiem jak sprawują się inne produkty tej marki, ale ten naprawdę zrobił na mnie dobre wrażenie i zdecydowanie zachęcił do wypróbowania innych wytworów tejże marki. Może Wy macie jakieś doświadczenia z innymi produktami marki SUISKIN? 

Cena: swoją piankę upolowałam na przecenie tutaj i zapłaciłam za nią niewiele ponad 40 złotych.

Pojemność:

Skład: Water, Glycerin, Butylene Glycol, Myristic Acid, Stearic Acid, Coco-Betaine, Sodium Cocoyk Alaninate, Lauric Acid, Potassium Hydroxide, Glycol Distearate, PEG-150 Distearate, Sorbitan Sesquioleate, Glyceryl Stearate, PEG-100 Stearate, Polyquaternium-7, Sorbitan Olivate, Silica, Polyquaternium-10, Carbomer, Chlorphenesin , Poncirus Trifoliata Fruit Extract, Syringa Vulgaris Extract ,Lilium Candidum Flower Extract, Leontopodium Alpinum Flower/Leaf Extract, Oryza Sativa Germ Extract, Hordeum Distichon Extract, Coix Lacryma-Jobi Ma-yuen Seed Extract, Nasturtium Officinale Extract, Phaseolus Radiatus Seed Extract, Avena Sativa Kernel Extract, Methylisothiazolinone, Fragrance

Podsumowując:
PLUSY:
-bardzo dobrze oczyszcza
-nie podrażnia
-daje bogatą, przyjemną pianę
-bardzo wydajny

MINUSY:
-no tylko ten zapach:)

Holika Holika Luminous Silk BB Cream SPF 42/ PA+++, 02

Dziś zamieszczę recenzję z jednego z kremów BB, który średnio przypadł mi do gustu, choć ma też swoje zalety, ale po kolei. Luminous Silk zakupiłam z uwagi na odcień (posiadam odcień 02 czyli natural beige), który prawie idealnie trafia w moją karnację (jest odrobinę jaśniejszy niż W13 Etude House).
Po otworzeniu paczki zobaczyłam śliczne opakowanie - tubkę w kolorze różu z materiałową, naklejoną na tę tubkę etykietą. Efekt jest ( a raczej był, o czym później ) naprawdę piękny. Po wydobyciu kremu z tubki odczuwalny jest przyjemny pudrowy zapach. Z tego co czytałam odnośnie innych recenzji tego kremu, jego zapach nie każdemu odpowiada. Natomiast mi, naprawdę się podoba, generalnie z całą otoczką w postaci opakowania komponuje się bardzo dobrze.
Na krem zdecydowałam się również z uwagi na wysoki filtr ochronny, co na pewno jest plusem Luminous Silk.

Krem daje fajny efekt glow, większy niż używany aktualnie przeze mnie krem BB marki  Etude House. Jeżeli chodzi o krycie to jest ono słabe do średnie. Mam wrażenie, ze dla osób o ładnej, nieproblematycznej cerze ten krem może sprawiać wrażenie dobrego krycia, nawet wydobywając go z tubki wydaje się, że ilość pigmentu jest dosyć spora, ale…no właśnie, ale na skórze problematycznej, z trądzikiem czy śladami po nim widać, że krycie jest kiepskie.

Po nałożeniu kremu ( i to całkiem sporej porcji ) ciągle widziałam po trądzikowe plamy na cerze, które wcale nie są jakoś strasznie widoczne. No i to jak się prezentuje na cerze po jakimś czasie - na przetłuszczającej się spływa po jakichś 2h, dosłownie…
Krem mam już jakiś czas i pewnie zanim zdołam go skończyć minie dużo czasu, ponieważ używam go głównie pod oczy, bądź w sytuacjach kiedy na cerze nie ma jakichś strasznych niespodzianek i nie potrzebuje mocnego krycia. Pod oczami sprawdza się naprawdę fajnie, pewnie z uwagi na dosyć spory efekt glow. Oczy są wtedy ciekawie rozświetlone, a mniejsze cienie pod nimi zamaskowane.

Wracając do opakowania, umieszczam tutaj oryginalne zdjęcie kremu (tzn. takie jak wyglądało na samym początku) no i aktualne, czyli  jak wygląda po jakimś czasie użytkowania (pierwsze zdjęcie).
Widać różnicę prawda:) No właśnie, nie bardzo rozumiem, po co pakować barwiący przecież krem BB, przez znaczną część użytkowników aplikowany na twarz palcami, w coś tak mało funkcjonalnego…Nie wiem, być może dla pierwszego wrażenia, które bądź, co bądź na początku jest duże.

Za swój krem zapłaciłam około 64 złotych i zakupiłam go tu My Asia.

Pojemność: 50 g

Skład: Water, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Zinc Oxide, Titanium Dioxide, Caprylic/Capric Triglyceride, Butylene Glycol, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Sorbitan Sesquioleate, Arbutin, Bismuth Oxychloride, Dimethicone, Talc, Lecithin, Glycerin, Ceramide 3, TEA-Cocoyl Glutamate, Alcohol, Disodium EDTA, Creatine, Polyglutamic Acid, Saccharide Isomerate, Sodium Ascorbyl Phosphate, Beeswax, Sodium Chloride, Stearalkonium Hectorite, Magnesium Aluminum Silicate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Phenoxyethanol, Ozokerite, PEG-10 Dimethicone Crosspolymer, Sodium Hyaluronate , My Asia Beauty, Propylene Glycol, Prunus Serrulata Flower Extract, Glycyrrhiza Glabra (Licorice) Root Extract, Nelumbo Nucifera Flower Extract, Euterpe Oleracea Fruit Extract, Avena Sativa (Oat) Meal Extract, Adenosine, Silk Powder, CI 77492, CI 77491, CI 77499, Fragrance


A teraz w dużym skrócie, podsumowanie:
PLUSY:
-ładnie rozświetla
-przyjemny pudrowy zapach
-piękne, choć niefunkcjonalne opakowanie
-wysoki filtr

MINUSY:
-krycie średnie, dla cery problematycznej raczej za słabe
-nie trzyma się zbyt długo na swoim miejscu, przy cerze przetłuszczającej się

ITS SKIN UV AWAY mild Sun block SPF38/ PA++

Jakiś czas temu dotarła do mnie paczka od Azjatyckiego Cukru. W paczce znalazłam zamówiony krem z filtrem marki Its Skin oraz miły prezent w postaci hialuronowej maski do twarzy. Już jakiś czas zastanawiałam się nad zakupem kremu z filtrem, który mogłabym stosować na twarz, jednak nie jest to wcale takie proste, gdy ma się problematyczną, trądzikową cerę i notoryczne problemy z zapchanymi porami.
Do tej pory wystarczały mi filtry zawarte w kremach BB, których używam, ale o ile twarz nimi pokryta była chroniona, o tyle delikatna skóra wokół oczu już nie. Poza tym moja skóra co jakiś czas potrzebuje odpoczynku nawet od kremów BB i wtedy najczęściej wychodzę jedynie z kremem na twarzy, w związku z tym pomyślałam, iż przydałoby mi się coś, co umożliwi zrezygnowanie z kolorowych kosmetyków ale jednocześnie pozwoli na ochronę cery przed promieniowaniem.  
Padło na owy krem marki Its Skin UV AWAY, który zawiera filtry chroniące przed promieniowaniem UVB i UVA. W sumie filtr może nie jest najwyższy, ale podobno między innymi dzięki temu, nie jest nadmiernie gęsty i w związku z tym dobrze się z nim pracuje.

Nie jestem pewna jak, ze składem ponieważ niestety nie ma go w języku angielskim na opakowaniu kremu, ale filtry kremu oparte są podobno na dwóch tlenkach: cynku i tytanu ( przy okazji- cynk dobrze działa na trądzikową cerę). W jego składzie możemy także znaleźć wyciąg ze skrzypu, na którym opartych jest wiele preparatów do pielęgnacji skóry.

Krem z powodzeniem mogę aplikować na delikatnej skórze wokół oczu, gdyż jego konsystencja nie dość, że lekka to, co ważne nie bieli. Po dokładnym nałożeniu kremu, jeżeli potrzebuję nałożyć coś dodatkowego,  odczekuje około 5-10 minut i nakładam krem BB bądź, używany od czasu do czasu Dermablend Vichy ( gdy na cerze nastąpił zmasowany atak wyprysków, co na szczęście zdarza się coraz rzadziej ).

Ten krem przeciwsłoneczny mogę naprawdę szczerze polecić osobom borykającym się z problemem trądziku. Dla osób, u których  wszystko co choć trochę  zapycha powoduje dodatkowe niespodzianki, a ich skóra nadmiernie się przetłuszcza, będzie  wręcz idealny. Ponadto skóra wygląda na bardziej nawilżoną, ale bez efektu przeciążenia czy lepkości, którą dają niektóre kremy z filtrami.

Dodatkowym plusem kremu jest jego delikatny, przyjemny zapach.

Wracając do gratisowej maseczki, jest strzałem w dziesiątkę:) Od jakiegoś czasu zaczynam się rozglądać za kosmetykami z kwasem hialuronowym, dlatego bardzo chętnie wypróbuję ową maseczkę:)


Cena: za swój krem Its Skin, wraz z przesyłką zapłaciłam około 40 złotych.

Pojemność: 50 ml
 
A teraz czas na krótkie podsumowanie:
PLUSY:
-nie bieli
-nie zapycha
-świetny dla trądzikowej cery
-przyjemnie, delikatnie pachnie
-lekka konsystencja, która dobrze współpracuje z podkładem bądź kremem BB
-sprawdza się na delikatnej skórze wokół oczu

MINUSY:

-dostępność

Holika Holika Honey Sleeping Pack Canola

Tematem tego posta będzie całonocna maseczka marki Holika Holika. Jest ona  dosyć ciekawym produktem. Posiadam wersję z Canolą i miodem. Podobno zawiera ona aż 20 % miodu pochodzącego z Nowej Zelandii. Zawiera również witaminę E, która przeciwdziała procesom starzenia się skóry. Przeznaczona jest dla cery zmęczonej i poszarzałej, nawilża ją i wygładza. 
Ogólnie koncept całonocnej pielęgnacji cery pod warstwą takiej odżywczej mazi prezentuje się fajnie. Maseczka może nie działa jakoś spektakularnie, ale efekty są widoczne. Bardzo zaskoczyło mnie to, że totalnie nie podrażnia, nie zapycha i nie powoduje wyprysków, ani w ogóle żadnych innych niespodzianek na mojej cerze skłonnej do wyprysków i przetłuszczającej się. Obawiałam się, że może być dla mnie zbyt ciężka (sam sposób używania również). Jednak okazało się, że całonocne maseczki, a przynajmniej ta dobrze sprawuje się na problematycznej cerze:) .
Faktycznie nawilża i jest przyjemna w aplikacji (poważnie mam wrażenie jakbym nakładała na twarz wartościowy miodek:). Natomiast mimo, że ma ciągliwą konsystencję to nie jest ona jakoś szczególnie lepka, po nałożeniu po jakimś czasie się wchłania, nie brudzi poduszki (sprawdzone :P) i co ważne dla posiadaczek wrażliwych oczu, czy jak w moim przypadku umęczonych stosowaniem soczewek, nie powoduje ich pieczenia i nie podrażnia.
 Opakowanie jest całkiem fajne, jak słoiczek z miodem, maseczka ma odcień rozbielonego pomarańczowego. Jeżeli chodzi o zapach, to faktycznie maseczka pachnie bardzo fajnie, ciężko mi ten zapach do czegokolwiek porównać (delikatne kwiatowe perfumy?:P). Sama nie wiem, ale zapach jest naprawdę przyjemny. Maseczka występuje również w wersjach z Acerolą i borówką.
Ja swoją upolowałam na My Asia i wyniosło mnie to ok.35 złotych.

Pojemność: 90ml.

Skład: Water, Disodium EDTA, Honey Extract, Brassica Campestris (Rapeseed) Extract, Glycerin, Methylparaben, Carbomer, Acrylates/C10-30 Alkyl Acrylate Crosspolymer, My Asia Beauty, Dipotassium Glycyrrhizate, Dimethicone, Arginine, Glycereth-26, Phenoxyethanol, Ethanol, PEG-2M, PEG-90M, Hydrogenated Lecithin, Sucrose Distearate, Dipropylene Glycol, Portulaca Oleracea Extract, CI 15985 , CI 19140 , Fragrance.

Podsumowując:
PLUSY:
-faktycznie nieźle nawilża
-nie zapycha i nie podrażnia 
-sprawdza się przy wrażliwych oczach
-przyjemny, delikatny zapach
-przyjemna aplikacja

MINUSY:
-właściwie to nie wiem:) 

Jestem bardzo ciekawa jak sprawują się pozostałe wersje tej serii, a może któraś z Was je stosowała? 

Naturalne cudeńko, czyli olejek z Czarnego Kminku!

Dziś przyszło moje zamówienie zawierające tytułowe cudeńko oraz dwa pozostałe produkty do naturalnej pielęgnacji, ale po kolei:) Olejek z Czarnego Kminku (Nigella sativato mój faworyt wśród olejków. Stosuję go już od jakiegoś czasu i muszę przyznać, ze na mojej problematycznej cerze sprawdza się świetnie.
 Olejek zawiera aminokwasy, proteiny, węglowodany, witaminy oraz jak mówi etykieta- do 80% nienasyconych kwasów tłuszczowych. Olejek z Czarnego Kminku bogaty jest również w Tymochinon działający antyoksydacyjnie oraz pomocny przy łagodzeniu zapaleń skórnych. Jest polecany dla osób borykających się z problemami skórnymi, w tym także trądzikiem. Ale oprócz leczniczego działania olejek działa na moją skórę ujędrniająco, wygładza także drobne zmarszczki pod oczami, gdzie również go nakładam. 

Zazwyczaj sposób aplikacji olejku wygląda u mnie tak, że po nałożeniu kilku kropel, wmasowuję go okrężnymi ruchami w skórę twarzy.  Mimo, że czasami sięgam po inne olejki przeznaczone dla skóry przetłuszczającej się  (np. z pestek pomidora czy z orzechów laskowych) które świetnie oddziałują na moją cerę, to olejek z Czarnego Kminku jest obowiązkowym elementem pielęgnacji mojej skóry (a także skóry mojej mamy i siostry, które go ode mnie podkradają:).

 Początkowo ciężko było mi się przyzwyczaić do charakterystycznego zapachu olejku,  ale z czasem po zapoznaniu się ze świetnym działaniem olejku, można mu to wybaczyć:) Moja buteleczka zawiera 50 ml olejku i możecie mi wierzyć, starcza to na bardzo długi okres czasu. Zapłaciłam za niego niewiele ponad 26 złotych. Olejek przeze mnie stosowany pochodzi z Francji.
Kolejnym olejkiem w mojej paczce był olejek rycynowy. Olejku rycynowego jeszcze nie stosowałam, ale naczytałam się o nim tyle dobrego, a ostatecznie pozytywna recenzja koleżanki przechyliła szalę i olejek rycynowy wylądował w moim koszyku zakupowym:). Olejek zawiera witaminy E i F. Zawiera również skwalen, który podobno ma zasługi w opóźnianiu procesów starzenia. Zamierzam używać go głównie do pielęgnacji rzęs i brwi. Buteleczka olejku rycynowego również ma 50 ml i kosztowała mnie ok. 6 zł.

No i na koniec, długo goszcząca w mojej kosmetyczce- biała glinka. Białą glinkę (Montmorillonite) pewnie zna już każdy, a jeżeli nie zna, to powinien jak najszybciej poznać:)
 Zalety tej glinki są nieocenione:
-Świetnie poprawia stan skóry zmęczonej,
-poszarzałej,
-suchej,
-wrażliwej,
-a także naczynkowej.  
-od siebie mogę również dodać, że trądzikowej także:)

Jednak jej największą zaletą jest to, że po aplikacji skóra jest jędrna i tak, jakby nawodniona, nawilżona. Przed wielkim wyjściem sprawdza się świetnie. Glinkę najczęściej mieszam z wodą i nakładam na twarz przy pomocy pędzelka, w między czasie spryskując wodą (mgiełką) aby nie dopuścić do wyschnięcia. Podsumowując, glinka dobra rzecz:).

Pudełeczko zawierające 100 g glinki wyniosło mnie około 8 zł. 

ETUDE HOUSE Precious Mineral BB Cream Wright Fit SPF30/ PA++

Mój aktualny faworyt jeśli chodzi o kremy BB. Swojego czasu używałam słynnego różowego skin79, który po prostu idealnie spisywał się na mojej przetłuszczającej się cerze, jednak jego jedyną i dość kłopotliwą wadą był jego odcień - nie nadający się do ciepłej karnacji. Od jakiegoś czasu zastępuję go więc właśnie kremem BB marki Etude House:)
Posiadam krem w odcieniu W13 czyli Natural Beige. Z tego co wiem, to krem BB tej marki  oprócz naturalnego beżu ma także 3 inne odcienie. Odcień W13 idealnie pasuje do mojego ciepłego, ale niezbyt ciemnego odcienia cery (właściwie to jestem dosyć blada:). Jeżeli chodzi o krycie, to jest ono dosyć duże. 
Przy cerze problematycznej, z przebarwieniami, niespodziankami w postaci wyprysków czy zaskórników radzi sobie  naprawdę dobrze. Do tego, jak zapewnia producent ma działanie rozjaśniające (choć ja go jakoś szczególnie nie zaobserwowałam) oraz przeciwzmarszczkowe. Krem daje także lekki efekt glow. Fajnie rozświetla cerę dzięki czemu mimo, iż ma dosyć sporo pigmentu, jak na krem BB to nie daje efektu maski, a piękne naturalne krycie i rozświetlenie. 

Gama kolorystyczna, w której utrzymana jest tubka kremu moim zdaniem fajnie ze sobą współgra. To połączenie fioletu, różu i bordo, do tego kolory nie są matowe, ale jakby mieniące się. Niestety nie udało mi się tego efektu zbyt dobrze  uchwycić na zdjęciach. Ogólnie kosmetyki azjatyckich marek, z którymi miałam do czynienia oprócz dobrych właściwości pielęgnacyjnych, charakteryzowały się piękną "oprawą" . Oczywiście ma to na celu przyciągnięcie klienta, ale nie zaprzeczam, że  miło jest wyjąć  takie cudo z torebki:p
Aby wydobyć krem z tubki wystarczy użyć higienicznej pompki, co pozwala także na kontrolę  ilości  kremu, którą chcemy użyć i jego dłuższe użytkowanie:)  Jak to większość kremów BB, także ten marki Etude House, posiada filtry chroniące przed promieniowaniem UVA i UVB (filtr SPF30/ PA++). Jak już mówiłam to mój aktualny faworyt:) Swój krem zakupiłam na ebayu  i wyniósł mnie on około 44 złotych.

 Pojemność: 60 g

Skład: Water, Pearl Extract, Titanium Dioxide, Dipropylene Glycol, Cyclopentasiloxane, Phenyl Trimethicone, Hydrogenated Polydecene, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Butylene Glycol, Ethylhexyl Olivate, Arbutin, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Sodium Chloride, Cyclohexasiloxane, Talc, Zinc Oxide, Sodium Hyaluronate, Polyglyceryl-4 Isostearate, Hydrogenated Vegetable Oil, Sorbitan Isostearate,  Hexyl Laurate, Disteardimonium Hectorite, Beeswax, Sorbitan Olivate, Dimethicone, Calcium Stearate, Triethoxycaprylylsilane, Silica, Hydrogen Dimethicone, Butyl Avocadate, Trimethylsiloxysilicate, Dimethicone/Vinyl Dimethicone Crosspolymer, Adenosine, Tocopheryl Acetate, Propylene Carbonate, Mica, Alumina, Manganese Dioxide, Lauroyl Lysine , Cocos Nucifera (Coconut) Oil, Aloe Barbadensis Leaf  Extract, Pearl Powder, Codium Tomentosum Extract, Ecklonia cava Extract, Gelidium Cartilagineum Extract, Hizikia Fusiforme Extract, Disodium EDTA, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, 1,2-Hexanediol, Phenoxyethanol, Fragrance, CI 77491, CI 77492, CI 77499.

 Krem zawiera ekstrakty:
-ekstrakt z pereł,
-ekstrakt z liści aloesu (bogaty mi.in. w składniki mineralne, aminokwasy oraz witaminy z grupy B),
-ekstrakt z zielonych wodorostów
-ekstrakt z brązowych alg
-ekstrakt z wodorostów Hizikia Fusiforme  bogaty w minerały, wapń, żelazo i magnez.

Na koniec podsumowanie:
PLUSY:
-dobrze kryje
-pięknie rozświetla
-utrzymuje się długo na przetłuszczającej się cerze
-piękne opakowanie
-wygodna i higieniczna pompka do aplikacji
-całkiem spora ilość kremu
-dostępny w 4 odcieniach więc każdy znajdzie coś dla siebieJ

MINUSY:
-dostępność

ETUDE HOUSE Sweet Recipe Baby Choux Base #03 Peach Choux SPF 25, PA++

Po bazę pod makijaż azjatyckiej marki Etude House  sięgnęłam po lekturze bloga Azjatyckiego Cukru. Nie jest to jednak mój pierwszy produkt tej marki. Posiadam również krem BB Precious Mineral, którym jestem aktualnie zauroczona, a który wpadł mi w oko, przy okazji oglądania dramy To the beautiful you, w której to, co jakiś czas kosmetyki tej marki się pojawiały. 
Na marginesie, recenzją kremu BB tej marki podzielę się w następnym poście.  
Wracając do głównego wątku, baza tejże marki również mnie nie zawiodła. Posiadam wersję brzoskwiniową #03, która przeznaczona jest dla skóry o żółtawym zabarwieniu ( w domyśle niezdrowym ) oraz cery matowej i poszarzałej. Jej zadaniem jest wydobywanie pięknego, zdrowego odcienia cery. 
Skóra naprawdę wygląda zdrowiej, jest jakby rozświetlona. Jej dodatkowym plusem jest również to, że na mojej przetłuszczającej się cerze dłużej utrzymuje podkład na swoim miejscu, oraz to, że do bazy dołączona jest szpatułka dzięki, której aplikacja jest bardziej higieniczna, a kosmetyk dłużej pozostaje świeży. 
Moim zdaniem osoby o mniej problematycznej cerze mogą spokojnie stosować bazę bez późniejszego nakładania podkładu, sprawdzi się ona równie dobrze. Baza zawiera  również filtry SPF 25 i PA++ chroniące cerę przez promieniowaniem UVA i UVB.

Same ochy i achy :), nie mówiąc już, iż wersja, którą posiadam nie tylko ma brzoskwiniowy odcień, ale również przepysznie brzoskwiniowo pachnie!;)
Baza zawiera silikony, w związku z tym dobrze byłoby zmywać ją przy pomocy olejków do oczyszczania twarzy. Ja osobiście olejków jeszcze nie stosowałam, zmywam więc bazę pianką lub żelem do mycia twarzy i nie zaobserwowałam na skórze żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Jeżeli chodzi o cenę, swoja bazę zakupiłam na allegro i wyniosła mnie ona ok. 65 złotych.

Pojemność: 25 g.

Skład: Water, Caprylyl Methicone, Cyclopentasiloxane, Ethylhexyl Methoxycinnamate, Titanium Dioxide, Ethylhexyl Salicylate, Cyclohexasiloxane, Glicerin, Dimethicone Crosspolymer, Butylene Glycol Dicaprylate/Dicaprate, Cetyl Ethylhexanoate, Silica, Cetyl PEG/PPG-10/1 Dimethicone, Ethylhexyl Triazone, Butylene Glycol, Caprylyl Methicone, Sodium Chloride, Dimethicone/Winyl Dimethicone Crosspolymer, PEG-12 Dimethicone, Quaternium-18 Bentonite, Triethoxycaprylylsilane, Gossypium Herbaceum (Cotton)Extract , Taraxacum Officinale (Dandelion) Rhizome/Root Extract, Carthamus Tinctorius (Safflower) Seed Oil, Linoleic Acid, Linolenic Acid, Salvia Hispanica Seed Oil, Ethylhexyl Olivate, Sodium Potassium Aluminum Silicate, Mica, Alumina, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Caprylyl Glycol, Ethylhexylglycerin, 1,2-hexanediol, Fragrance, CI 77491, CI 77492.

Jak widać lista składników jest długawa, była ona jedyną rzeczą, która trochę odstraszała mnie od zakupu. Jednak zaryzykowałam i mogę naprawdę szczerze polecić tę bazę ( a przynajmniej jej brzoskwiniową wersję:)

A teraz czas na podsumowanie:
PLUSY:
-piękny brzoskwiniowy zapach
-cudownie rozświetla cerę
-maskuje poszarzały odcień (cienie pod oczami także)
-przedłuża trwałość podkładu
-nie zauważyłam zapychania porów
-opakowanie, wprost do schrupania:)
-dostępna w 3 wersjach
-szpatułka pozwalająca na higieniczną aplikację 

MINUSY:
-dostępność
-pojemność (mogłaby być nieco większa)
-zawiera silikony

Znacie inne kosmetyki Etude House z serii Sweet Recipe?

Pharmaceris czyli pianka myjąca do twarzy i oczu :)

Pianka należy do serii Pharmaceris A, czyli serii przeznaczonej do pielęgnacji skóry wrażliwej i alergicznej. Jest, a raczej była, ponieważ opakowanie jest już niemal puste, mają pierwszą pianką do oczyszczania twarzy. Jak zapewnia sam producent,  pianka nadaje się również do oczyszczania delikatnej skóry oczu z czym  zdecydowanie się zgadzam. 
Na co dzień noszę soczewki i tak naprawdę rzadko udaje mi się trafić na produkt do demakijażu, który nie podrażni moich i tak już podrażnionych ingerencją soczewek oczu. Ta pianka sprawia się wprost idealnie! Nie uczula, nie podrażnia, nie pozostawia uczucia wysuszonej skóry, no i cudownie się pieni :)Jeżeli chodzi o zapach, to jest delikatny, ciężki do określenia, mi kojarzy się troszkę z zapachem drożdży, ale z założenia pianka ma być bezzapachowa, więc może to jedynie moje subiektywne wrażenie :)  
Jedynym minusem pianki, jaki dostrzegam po zużyciu pierwszego opakowania jest jej wydajność. Pianka w porównaniu z innymi produktami myjącymi szybko się kończy. Jednak, ponieważ jest to moja pierwsza pianka, ciężko mi określić czy z piankami tak to już jest, czy może akurat ta nie starcza na zbyt długo. 
W każdym razie produkt moim zdaniem wart jest polecenia (ze szczególnym uwzględnieniem osób, które tak jak ja korzystają z soczewek). Na pewno zagości w mojej kosmetyczce na dłużej :)
Pojemność:150 ml

Cena: ok. 28-30 zł

Skład: Aqua, Glycerin, Betaine,Cocamidopropyl Betaine, Methyl Gluceth-20, Disodium Ricinoleamido MEA-Sulfosuccinate, PEG-7 Glyceryl Cocoate, Panthenol, Hydroxyethylcellulose, Disodium EDTA, Lonicera Caprifolium (Honeysuckle) Flower Extract, Inulin, Lonicera Japonica (Honeysuckle) Flower Extract, Ethylhexylglycerin, Citric Acid, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Phenoxyethanol 

A teraz w wielkim skrócie plusy i minusy stosowania pianki:
PLUSY:
-nie podrażnia
-świetna do demakijażu wrażliwych oczu
-cudnie się pieni
-łagodzi ściągniętą skórę

MINUSY:
-średnia wydajność 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty