.linkwithin_posts a div { -webkit-border-radius: 10px; -moz-border-radius: 10px; border-radius: 10px; }

Olejki do pielęgnacji skóry twarzy, których używam - część I

Dzisiejszy post będzie dotyczył olejków, które stosuję, bądź stosowałam do pielęgnacji twarzy. Na początku muszę zaznaczyć, iż nie potrafię sama ukręcić kremu od podstaw, jak robią niektóre z Was. Naprawdę podziwiam osoby, które to wszystko ogarniają, może i ja kiedyś zdecyduję się spróbować i coś swojego stworzyć:) Właśnie dlatego, olejki, które Wam przedstawię, stosuję bezpośrednio na twarz, czasem po wcześniejszym nałożeniu żelowej postaci kwasu hialuronowego. 

Ogólnie rzecz biorąc jestem olejkową maniaczką:p naprawdę je uwielbiam, dobrze się na mojej cerze sprawdzają, do tego świadomość, że nakładam na twarz coś totalnie naturalnego, jest nie ukrywam, bardzo przyjemna:) Olejki są także bardzo przydatne do masażu twarzy, który od czasu, do czasy wykonuję:) a o którym więcej możecie poczytać sobie u Azjatyckiego Cukru. 

1.) Olejek z nasion papai-
Coś cudownego. Jest to tak naprawdę moje świeże odkrycie, ale sam olejek już podbił serce mojej mamy i mojego N. no i moje:) Cudownie sprawdza się więc, na wielu rodzajach cer. Olejek jest lekki, nie zapcha, wiec posiadaczki cery skłonnej do powstawania wyprysków będą zadowolone. Do tego szybko się wchłania, a po użyciu go na noc, rano cera jest świeża, jędrna i co najważniejsze jej koloryt jest wyrównany, a sama skóra jakby rozjaśniona. Jeżeli chodzi o zapach, to można powiedzieć, ze jest słabo wyczuwalny. 
Moja buteleczka: 30 ml- 12,52 w ZSK
Źródło zdjęcia po prawej

2.) Olejek z róży rdzawej-
Najgorszy śmierdziuch wśród olejków, które miałam. O tak, nic go do tej pory nie przebiło. Nie wiem czy rdza ma zapach, ale jeśli miałaby go mieć, to pewnie pachniałaby właśnie tak. Jest to bardzo bogaty olej, który stosuję jedynie od czasu do czasu, gdyż w dłuższej perspektywie, jest dla mojej cery zbyt ciężki. Natomiast bardzo ceni go sobie moja mama. Olejek redukuje i zapobiega powstawaniu zmarszczek, spowalniając procesy starzenia naszej skóry. Zawiera on coś, co nazywa się kwas trans-retinowy i jest bardzo przydatny w regeneracji naszej skóry. Ten olejek jest bardzo popularny w kosmetykach przeciwstarzeniowych.  
Mój olejek pamięta jeszcze czasy, kiedy w Ecospa produkty były oklejane nalepkami, z którym napisy schodziły już przy pierwszym dotknięciu buteleczki. Razem z siostrą oklejałyśmy je wtedy bezbarwną taśmą, żeby wiedzieć co to za olejek, no i jaką ma datę ważności. Na szczęście teraz system nalepek ewoluował i już się tak łatwo nie ścierają:) 
Moja buteleczka: 30 ml-16,70 w Ecospa
 Źródło zdjęcia po prawej

3.) Olejek z Czarnego Kminku-
Mój niekwestionowany faworyt wśród olejków. Zamówiłam sobie największą dostępną pojemność, bo go po prostu uwielbiam:). Olejek zawiera aminokwasy, proteiny, węglowodany, witaminy oraz jak mówi etykieta- do 80% nienasyconych kwasów tłuszczowych. Olejek z Czarnego Kminku bogaty jest również w Tymochinon działający antyoksydacyjnie oraz pomocny przy łagodzeniu zapaleń skórnych. Jest polecany dla osób borykających się z problemami skórnymi, w tym także trądzikiem. Ale oprócz leczniczego działania olejek działa na moją skórę ujędrniająco, wygładza także drobne zmarszczki pod oczami, gdzie również go nakładam. Pachnie jak przyprawa, na początku ciężko było mi się do tego zapachu przyzwyczaić, ale gdy poznałam  cudowne działanie tego olejku, zapach kminku przestał mi przeszkadzać:) 
Moja buteleczka: 30 ml-17,10 w Ecospa
Źródło zdjęcia po prawej

4.) Olej z żurawiny wielkoowocowej-
Olejek po którym spodziewałam się w sumie więcej, chyba głównie z powodu wielu pochlebnych opinii. Ogólnie nie jest zły, ale u mnie nie sprawdza się jakoś super ( mam cerę przetłuszczającą się) u osób o skórze suchej pewnie sprawdzałby się lepiej. Co nie zmienia faktu, że od czasu do czasu go stosuję:) Olej z Żurawiny jest jednym z najbardziej nienasyconych olei. Wykazuje działanie anty-aging, nawilża cerę i uelastycznia ją. Jest także świetnym antyoksydantem. Stosowany na włosy, chroni je przed działaniem promieni UV. Zawiera wapń, żelazo, miedź, cynk, mangan, sód i miedź. Olejek nie zapycha porów. 
Jeżeli chodzi o zapach, to czytałam, iż jest delikatnie owocowy, ja niestety tego nie wyczułam. Dla mnie pachnie jak zwykły olej, może nieco bardziej słodko:) 
Moja buteleczka: 15 ml- 10,90 w ZSK
Źródło zdjęcia po prawej

5.) Olejek z orzechów laskowych-
Jeden z ładniej pachnących olejków, które miałam:) Faktycznie pachnie delikatnie orzechowo i troszkę słodko.  Przeznaczony jest do wszystkich rodzajów cer, ale szczególnie do przetłuszczającej się i trądzikowej. Ten olejek cudownie, w naturalny i delikatny sposób reguluję pracę gruczołów łojowych, nie zapychając ich. Skóra po nim jest gładka, przetłuszczanie się jest zdecydowanie mniejsze. Olejek stosuje na noc, gdyż niestety pod makijaż się nie nadaje, jest to jednak olej.  Następnego dnia skóra po takiej całonocnej terapii wygląda pięknie i po prostu mniej się świeci:) Jego działanie mogę porównać do działania olejku z pestek pomidorów, który także świetnie sobie radził z regulacją sebum. 
Moja buteleczka: 50 ml-13 zł w Ecospa

Źródło zdjęcia po prawej

Na dziś wystarczy:) drugą część mojej olejkowej pielęgnacji przedstawię Wam następnym razem. Mam nadzieję, że komuś się te informacje przydadzą. Ja z całego serca mogę Wam pielęgnację olejkową polecić, masaże twarzy z ich użyciem także:) Ceny niektórych z nich są wysokie, jednak olejki są tak wydajne, że starczają na baaaardzo długi czas:)

A może Wy macie jakieś olejki, które stosujecie na twarz i szczególnie je lubicie?:)

Syoss Oleo Intense farba do włosów Złocista Miedź 6.76

Dziś przychodzę do Was z postem dotyczącym koloryzacji włosów. Co prawda akurat tę farbę nakładałam dosyć dawno, bo na samym początku wakacji, to odkopałam zdjęcia dopiero dziś, a że sama zanim zdecyduję się na zakup farby, to zawsze wyszukuję zdjęć, jak dana farba prezentuje się na włosach innych osób, to wrzucam także  zdjęcia, jak farba syossa wygląda na moich włosach, a nóż się komuś przyda:) 
Dzisiejszy post, jak wskazuje tytuł będzie dotyczył odcienia Złocista miedź 6.76 od Syossa. Cała seria to chyba taka odpowiedź na popularny w blogosferze trend na farbowanie włosów na olej, choć ja sama tego sposobu jeszcze nie próbowałam:)

Ogólnie to sytuacja wygląda tak, że preferuję intensywniejsze rudości i zdaję sobie sprawę ( dzięki blogowi Kokardka Mysi:) o co chodzi z tymi wszystkimi numerkami. No ale mimo, iż troszkę teorii liznęłam, to praktyka wygląda tak, że idę do sklepu patrzę " o jaki piękny rudy odcień na zdjęciu!"  no i wrzucam taką farbę do koszyka, zamiast spojrzeć na numerek, przeanalizować co dana cyfra oznacza i dopiero zdecydować, czy dany kolor będzie takim, który mi się spodoba....nadal się na to łapię. 
Nie inaczej było w przypadku farby z serii Oleo Intense od Syossa:). Farbę nałożyłam, mimo, iż w domu zdałam sobie sprawę, że mimo iż na zdjęciu faktycznie wygląda na intensywną miedź, to taka nie wyjdzie...no ale jak się kupiło 2 opakowania, to grzech wyrzucić:P. No i wyszedł bardziej brąz, niż rudy, natomiast ja się takimi sytuacjami zbytnio nie martwię, gdyż szczęście w nieszczęściu, moje wysokoporowate włosy baaardzo szybko oddają farbę, przez co kolor szybko się wypłukuje. W tym przypadku także tak się stało. 

Cena: ja zakupiłam swoją farbę za 18 złotych 
Dostępność: raczej dobra
O farbie zdecydowałam się napisać dlatego, że mimo, iż kolor mi się niezbyt podobał, to podobały mi się moje włosy, a konkretnie ich stan po farbowaniu. Muszę wspomnieć, iż błysk na włosach, to u mnie stan bardzo rzadko spotykany, a tu ( mimo, iż zdjęcie jest nieostre i tego faktu nie oddaje w pełni:) moje włosy błyszczały po samym farbowaniu i jeszcze kilka myć po nim:) Byłam bardzo pozytywnie zaskoczona, aż nie mogłam oderwać oczu od moich włosów, a normalnie z chęcią unikałabym widoku tego puchu, który mam na co dzień. 
Ten fakt zdecydowanie zaliczam jako plus farby, nie niszczy włosów aż tak strasznie, natomiast kolor jest zdecydowanie, przynajmniej dla mnie- zbyt mało rudy. Dlatego też, ponownie jej nie kupię. Zamierzam też bardziej uważnie wybierać farby, a konkretnie te na poziomie 8, bo wtedy efekt jest dla mnie najbardziej zadowalający:) 

A czy Wy stosowałyście farby z serii Oleo Intense? :) Jakie są Wasze wrażenia odnośnie ich działania?:) 

A na koniec trochę z innej beczki, biorę udział w rozdaniu u Kosemtycznego Zapaleńca:) więcej szczegółów znajdziecie klikając pod zdjęciem;)

klik

Szukamy maseczki idealnej- 3 ostatnie recenzje.

Dzisiejszy post będzie dotyczył trzech ostatnich recenzji w akcji "Szukamy maseczki idealnej"Trochę się zapóźniłam, dlatego jednocześnie przedstawię właśnie 3 rodzaje maseczek. Były już maseczki w tubkach, była własnoręcznie robiona, teraz czas na maseczki w saszetkach, które również bardzo lubię:) Ale po kolei, pierwszą maseczką, o której troszkę opowiem ( dosłownie, bo nie ma o czym się rozpisywać ) jest:
1.) maseczka z ekstraktem z papai i aloesem marki Balea. Wiem, że ta marka jest w blogosferze lubiana, sama od niedawna posiadam ich żel do kąpieli i jestem nim zauroczona, natomiast maseczka, no cóż nie robiła z moją cerą nic. Nie mam pojęcia czemu nie wystąpiła u mnie nawet chwilowa poprawa stanu cery, była ona dokładnie taka sama, jak przed nałożeniem maseczki. Produkt pachnie w miarę ładnie, owocowo-kwiatowo, raczej delikatnie. Konsystencja jest biała. No i to by było na tyle:)




Skład: Aqua, Glycerin, Ethylhexyl Isononanoate, Sorbitol, Butylene, Glycol, Cetearyl Alcohol, Decyl Oleate, Glyceryl Stearate Citrate, Helianthus Annuus Seed Oil, Aloe Barbadensis Leaf Juice, Butyrospermum Parkii Butter, Glyceryl Stearate, Hydrolyzed Wheat Protein, Phenoxyethanol Sodium Lactate, Sodium PCA, Parfum, Xanthan Gum, Carbomer, Ethylhexyl Glycerin, Sodium Hydroxide, Carica Papaya Fruit Extract, Alcohol, Limonene, Caprylic /Capric Triglyceride, Linalool, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Potassium Sorbate, Sodium Benzoate, Benzyl Salicylate, Fructose, Glycine, Ascorbyl Palimitate, Inositol, Lactic Acid, Niacinamide Urea, Geraniol, Butylphenyl Methylpropional, Citric Acid, Sorbic Acid, Ascorbic Acid. 










Po jakże interesującej recenzji pierwszej maseczki, czas na produkt, o którym napiszę już więcej z wielką przyjemnością, no bo w tym przypadku już jest o czym pisać:)

2.)  Mowa o energizującej maseczce dodającej blasku z kwasami AHA i perłą marki Bielenda. Tak, tutaj jest już zdecydowanie lepiej jeśli chodzi o kwestie pielęgnacyjne. Producent zapewnia o silnym efekcie rozświetlenia, ja określiłabym  jej działanie jako "zastrzyk energii".  Konsystencja jest rzadsza, niż w przypadku maski z Balei, do tego zapach jest mocniejszy i przypomina kwiatowe perfumy:) 
Przeznaczona jest do szarej i zmęczonej cery, ja nakładałam ją po raz pierwszy w dniu po ciężkiej nocy, kiedy wyglądałam, jak strach na wróble, no i aby nie straszyć ludzi zbyt bardzo, przed wyjściem sięgnęłam właśnie po tę maseczkę. Cera po jej nałożeniu faktycznie wyglądała zdrowiej, była wypoczęta i rozjaśniona, taka świeża:) Naprawdę fajna sprawa:)  Na koniec jeszcze skład:

Skład:Aqua, Butyrospermum Parkii Butter ( Shea Butter ), Ethylhexyl Stearate, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Cocoate, Glycerin, Argania Spinosa Kernel Oil, Cyclopentasiloxane, Sodium Stearoyl Glutamate, Mandelic Acid, Lactic Acid, Pearl Powder, Tocopherol, Squalene, Ascorbyl Palmitate, Beta-Sitosterol, Hydroxyethylcellulose, Ethylhexylglycerin, Mica, Disodium EDTA, Phenoxyethanol, Parfum, Alpha-Isomethyl lonone, Benzyl Salicylate, Butylphenyl Methylpropional, Citronellol, Hexyl Cinnamal, Limonene, Linalool, CI 77891 (Titanium Dioxide).







Ostatnią maseczką, a właściwie maseczką staje się ona po rozrobieniu, np. z wodą, tudzież wodą różaną, czy tam z czym kto woli:) jest -
3.) glinka biała-to  moja faworytka już od kilku lat, używam regularnie, bardzo lubię i nie wyobrażam sobie pielęgnacji mojej cery właśnie bez niej. Właściwie to cała akcja, oprócz tego, że umożliwiła, albo raczej zmobilizowała mnie do wypróbowania kilku nowych maseczek, to uświadomiła mi przede wszystkim, że biała glinka była i nadal jest produktem, który na mojej cerze sprawdza się najlepiej. 
Podsumowanie akcji na pewno niedługo  zrobię, bo zbliża się ona  do końca, ale już teraz wiem, który produkt będzie na pierwszym miejscu w tym rankingu masek:)
klik


Pianka do mycia twarzy Himalaya Herbals, czyli zielona mikstura oczyszczająca:)

Witajcie:) Dziś chciałabym podzielić się z Wami recenzją pianki do mycia twarzy, której aktualnie używam, czyli tytułowej pianki z Miodlą Indyjską ( Neem ) oraz Kurkumą od Himalaya Herbals. Markę  Himalaya bardzo lubię, ich produkty zawierają w składzie  zioła pochodzącego z himalajskich wzgórz. Pianka przeznaczona jest do skóry normalnej oraz przetłuszczającej się,  świetnie radzi sobie z nadmiarem sebum, oczyszcza i pozostawia cerę gładką i odświeżoną. Lubię ten efekt, który pozostaje na cerze po jej zastosowaniu:)
Jak widać, pianka wygląda niczym Absynt:P jest zielona, przypomina też trochę miksturę  z fiolki jakiegoś szalonego naukowca:P zieleń jest naprawdę intensywna i optymistyczna, dodająca energii. Natomiast po jej wyciśnięciu pianka jest całkowicie biała. Jeśli chodzi o zapach, to pachnie identycznie, jak szampon pokrzywowy. Jeśli któraś z Was taki szampon kiedyś miała, to na pewno wie o czym mówię:) 

A teraz  coś więcej na temat tego, czym właściwie  jest ta cała Miodla Indyjska. Ta taka roślinka, która ( zresztą podobnie, jak Kurkuma ) wykazuje właściwości antybakteryjne. Dlatego też, pianka świetnie sprawdzi się u osób borykających się z niespodziankami skórnymi. Roślina ta wykazuje także właściwości przeciwgrzybiczne oraz regenerujące. Jest ceniona w kosmetyce i medycynie. 
Pianka nie zawiera mydła, może być stosowana codziennie, gdyż jest delikatna dla skóry  ( także tej wokół oczu) nie wysusza, nie podrażnia, a jednocześnie świetnie oczyszcza. Jak zapewnia producent rozprawia się także z zaskórnikami, z czym się zgodzę, jednak nie mogę powiedzieć, że robi to jakoś spektakularnie.  Swoją piankę zakupiłam w pobliskiej aptece. Mieszkam w małym mieście, więc jeśli mogę ją tutaj dostać bez problemu, to najprawdopodobniej oznacza, że pianka jest łatwo dostępna:P Wiem, że trochę kosmetyków od Himalaya można dostać w Super-Pharm, ale pianki akurat tam nie widziałam. 
Dla zainteresowanych wrzucam skład:)

Aqua, Ammonium Lauryl Sulfate, Melia Azadirachta Leaf Extract, Decyl Glucoside, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Polysorbate  20, Curcuma Longa Root Extract, Vetiveria Zizanoides  Root Extract, Fragrance, Phenoxyethanol, Methylchloroisothiazolinone, Methylisotiazolinone, Disodium EDTA, Citric Acid, BHT, CI 19140, CI 42090. 

Dane techniczne:
Pojemność: 150 ml
Cena: 18 zł
Dostępność: apteka
A czy Wy znacie jakieś produkty marki Himalaya? :)

Uwaga, uwaga - wyniki rozdania!;)

Witajcie:) Pewnie nie możecie doczekać się wyników rozdania:P ja także;) ale zanim ogłoszę zwyciężczynię, chciałabym podziękować Wam za tyle ciepłych słów i pięknych życzeń:) Jest mi naprawdę bardzo, bardzo miło. Jesteście wspaniałe:) Tak właściwie, jakby się nad tym zastanowić, to nigdy nie dostałam tyle życzeń jednego dnia :P Jeszcze raz dziękuję;) 
Odpowiadając na Wasze pytanie odnośnie rozmowy kwalifikacyjnej na studia, wyników jeszcze nie mam, ale jestem dobrej myśli:)

A teraz, przechodząc do rozdania, do udziału w nim zgłosiło się 141 osób. To bardzo dużo, nie spodziewałam się, aż takiej liczby zgłoszeń. Spisanie ich wszystkich troszkę mi zajęło, ale nie przedłużając zbytnio....


A więc, szczęściarą, którą wylosowała moja ręka jest......

MartynaL


Martyno, bardzo Ci gratuluję!;) czekam na dres do wysyłki do piątku do godziny 23:59:) mam nadzieję, że się odezwiesz:)  Jeszcze raz gratuluję, a wszystkim osobom dziękuję za wzięcie udziału w rozdaniu. Na pewno będzie kolejne!;) 


BIELENDA masełko do ust zmysłowa wiśnia, czyli mała rzecz, a cieszy :)

Witajcie;) Dzisiejszy post będzie dotyczył małego, niepozornego masełka, które nabyłam w jednej z drogerii w ostatnim czasie. Mowa o tytułowym masełku z Bielendy o zapachu wiśni.  Do drogerii poszłam po konkretną rzecz ( i nie był to produkt do ust :P), a że jej akurat nie spotkałam, to pocieszyłam się właśnie owym masełkiem, a radości było wiele, ale po kolei:). 
Masełko zawiera masło karite, masło kakaowe oraz witaminę E.  Jest lżejsze w porównaniu z masełkami Nivea, no i przede wszystkim delikatnie barwi ( w sumie to powiedziałabym, że nawet bardziej niż delikatnie, zależy od ilości nałożonej na usta). Dzięki tej lekkości pięknie rozsmarowuje się na ustach i faktycznie, tak jak zapewnia producent- błyszczy, jak błyszczyk.  Zdecydowałam się akurat na wersję wiśniową z powodu koloru masełka ( jestem wielką zwolenniczką czerwieni na ustach:). Może masełko typowo czerwone nie jest ( troszkę jakby  ciemny róż złamany czerwienią ), ale ta wersja jest  najciemniejsza, bo do wyboru mamy jeszcze opcję malinową oraz brzoskwiniową
Przechodząc do zapachu, jest cudowny!:) Natomiast mi nie pachnie stricte wiśnią, powiedziałbym raczej, że to zapach wiśni zmieszany z zapachem słodkich winogron. Tak jest świetny, do tej pory myślałam, że nie znajdę piękniejszego zapachu od malinowego masełka Nivea, a jednak:). 
Dane techniczne:
Pojemność: 15 g
Cena: 6,50 zł
Moim dotychczasowym faworytem masełkowym, było masełko malinowe Nivea. Porównując:
And the Winner is...no powiedzmy, że jest remis:)  Masełko Bielendy bardzo przypadło mi do gustu, zastanawiam się nad zapachem innych wersji, szczególnie tej malinowej.  Choć brzoskwiniowa także wygląda kusząco:)  Z tej serii Bielenda wypuściła także błyszczyki w tubkach, w tej samej wersji zapachowej, co masełka. Natomiast z masełek Nivea nie zamierzam rezygnować,  gdyż swoje zalety też mają.  Jeżeli chodzi o walory pielęgnacyjne, to nie zauważyłam jakiejś różnicy w wyglądzie moich ust, to znaczy- oba masełka działają na mnie podobnie. Natomiast z racji swej "cięższej" konsystencji mam wrażenie, że na chłodniejsze dni lepsze będzie masło od Nivea, ale to takie subiektywne spostrzeżenie:) 

ps. Wczoraj byłam w Super-Pharm i masełka Nivea można było zakupić już za 8 zł z groszami;) 
A może Wy stosowałyście już te masełka?Jakie jest Wasze zdanie na ich temat? :)

Na prośbę Infinity blog oraz reszty zainteresowanych, wrzucam dokładny skład masełka:

NATURA SIBERICA anty-aging’owa maseczka do twarzy, czyli moje nowe maseczkowe love:)

Dzisiejszy post jest 3 recenzją w akcji "Szukamy maseczki idealnej". Chcę podzielić się z Wami moimi wrażeniami, dotyczącymi maseczki, która ostatnio wręcz skradła moje serce ( bez kradzieży jakiejś wielkiej kwoty z portfela :). Mowa o tytułowej maseczce anty-aging’owej marki Natura Siberica.
 Maseczkę i kilka innych produktów kupiłam w czasie trwania promocji w jednym ze sklepów, dlatego też oprócz darmowej wysyłki, otrzymałam także niewielki rabat. Zakupy okazały się strzałem w 10, a sama maseczka bardzo przypadła mi do gustu. Produkt zawiera sporo roślinnych ekstraktów, na skórę twarzy ma działać odmładzająco. Ma także  sprzyjać regeneracji komórek naszej skóry, uelastycznić ją, wygładzić  i nawilżyć

Dane techniczne: )
Pojemność:75 ml
Cena:  18,50 - 24,90 zł
Maska zawiera m. in. ekstrakty z Cladonii Śnieżnej ( sprzyjającej   regeneracji komórek i pomocnej w spowalnianiu procesów starzenia),  Rumianku (działający łagodząco i kojąco), NagietkaAralii MandżurskiejRóżańca GórskiegoProsa zwyczajnego
Maseczka zawiera także w składzie elastynę roślinną, która wygładza zmarszczki, regeneruje oraz poprawia witalność skóry, a także jest pomocna w  przeciwdziałaniu  szkodliwemu oddziaływaniu czynników zewnętrznych.  Zalet jest jak widać, całkiem sporo:)
Maseczka nie jest zbyt gęsta, ma raczej taką pośrednią konsystencję, beżowo-różowawe zabarwienie i delikatny zapach. 
Co do zapewnień producenta, mogę się zgodzić właściwie ze wszystkimi, gdyż moja cera po zastosowaniu produktu była faktycznie jędrniejsza, nawilżona i wygładzona. Ciężko mi natomiast odnieść się do działania maski na spowolnienie procesów starzenia. No bo niby jak to zmierzyć?
Dlatego też, ponieważ maseczka moje oczekiwania i większość zapewnień producenta spełniła,  zamierzam  ufnie  wierzyć, iż jakieś tam działanie na procesy starzenia wywiera;)

A czy Wy stosowałyście jakieś maseczki, bądź inne produkty tej marki?:)

klik



Olejek łopianowy z Czerwoną papryką od Green Pharmacy.

Dzisiejszy post będzie dotyczył olejku, który aktualnie stosuję. Mowa o tytułowym olejku łopianowym z Czerwoną papryką od Green Pharmacy. Aktualnie używam drugiej buteleczki, pierwsza starczyła mi dokładnie na 5 użyć, a kurację olejkową serwowałam sobie raz w tygodniu. 
Jest to pierwszy olejek przeznaczony do skóry głowy, jaki stosowałam. Mam gęste, grube włosy, do tego bardzo puszące się. Skusiłam się akurat na ten olejek, ponieważ zależało mi  na przyspieszeniu porostu ( w wakacje ścięłam dosyć mocno  włosy ) no i teraz przyszedł czas na ich zapuszczenie:) Do tego liczyłam na delikatne obciążenie włosów, aby pozbyć się tego denerwującego puszenia. Teraz moje włosy się nie elektryzują i są jakby dociążone:)

Producent zapewnia, iż olejek ma nie tylko wzmocnić strukturę włosów, ale także, co mnie najbardziej zachęciło-ma być pomocny przy zmniejszeniu łojotoku oraz działać przeciwzapalnie i przeciwłupieżowoPo ponad miesiącu stosowania włosy faktycznie urosły dosyć sporo, jak na tak krótki czas.
Mam przetłuszczającą się cerę, włosy muszę myć co 2 dzień, używam suszarki więc włosy chcąc nie chcąc, są przesuszone. Do tego gdy zbytnio przesuszę skórę głowy ( jest to dotkliwe szczególnie w sezonie grzewczym ) pojawia się u mnie delikatny, ale jednak, łupież. Teraz także mi dokuczał, dlatego między innymi zdecydowałam się właśnie na ten konkretny olejek. 

Pod tym względem efekty zobaczyłam bardzo szybko, faktycznie łupież mi już nie dokucza, nie wiem co będzie jak olejek odstawie, ale teraz jestem bardzo zadowolona:) Tylko jak dla mnie, buteleczka jest zbyt mała, mogliby ją nieco powiększyć, wtedy byłabym ukontentowana;) 
Zalecenia producenta mówią, aby olejek w czasie nakładania na skalp był ciepły. Przelewam więc nieco do szklanki i podgrzewam dosłownie chwilkę w mikrofalówce. Tak przygotowany olejek wcieram w skórę głowy na około 1 godzinę przed myciem włosów. 

Pojemność: 100 ml
Cena: ok 5 zł

Olejek jest naprawdę fajny, póki co złego słowa nie powiem:p do tego zachęcił mnie, aby wypróbować pozostałe specyfiki z tej firmy. A może Wy stosowałyście inne olejki tej marki i możecie coś o nich powiedzieć? :)

LUMENE serum intensywnie nawilżające, czyli taki sobie średniaczek.

Dziś chciałabym się podzielić z Wami recenzją serum intensywnie nawilżającego fińskiej marki Lumene. Po zachwytach nad ich kremem do rąk ( o którym można poczytać tutaj ) postanowiłam sięgnąć po produkt do pielęgnacji twarzy właśnie tej marki. Padło na tytułowe serum intensywnie nawilżające. 
Serum zawiera wodę arktyczną, która bogata jest w minerały oraz kwas hialuronowy. Nie ukrywam, że duże znaczenie przy wyborze tego serum miała właśnie obecność owego kwasu. Jak zapewnia producent, serum zawiera 90% naturalnych składników i ma nam pomóc w pozbyciu się zmarszczek spowodowanych wysuszeniem i odwodnieniem skóry, uelastycznić ją i wygładzić. 

Producent zaleca stosowanie serum na dzień lub na noc, ze wskazaniem aplikacji pod makijaż. Ja serum stosowałam na noc, no i zgrabnie przechodząc do mojego zdania na temat produktu:)- moim zdaniem to taki właśnie średniak.
Nie jest tak, że sprawdza się źle, czy nic z moją skórą nie robi. Przedstawiając swoją opinię, nie chce Wam niczego odradzać, bo sama niejednokrotnie spotkałam się z sytuacją, kiedy w blogosferze jakiś produkt nie cieszył się nadmierną sympatią, a u mnie akurat się sprawdził. Serum nie jest złe, gdyby to był krem nawilżający, to byłabym zadowolona, jednak jest to SERUM, dlatego też moje oczekiwania, co do tego produktu były większe. 

Przechodząc do danych technicznych:)
pojemność: 35 ml
cena: 39,99 zł
Cena z tego co wiem, jest większa, natomiast mi udało się serum  upolować na allegro i właśnie za taką kwotę je zakupiłam. Serum faktycznie nawilża, choć nie jakoś rewelacyjnie, wygładza także w miarę dobrze.
Jak widać serum ma żelową formułę, co też nie do końca mi odpowiadało, ponieważ trzeba było troszkę odczekać zanim się wchłonie. Zapach bardzo delikatny, raczej kwiatowy.
Pewnie bym już tego serum nie kupiła, ale do produktów marki Lumene absolutnie się nie zrażam:) mam już na oku ich nektar witaminowy:)


Chętnym przypominam o rozdaniu;)
klik

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty