.linkwithin_posts a div { -webkit-border-radius: 10px; -moz-border-radius: 10px; border-radius: 10px; }

Venita ziołowy balsam koloryzujący odcień Chna, czyli poszukiwania rudości idealnej ciąg dalszy + oddanie:)

Dzisiejszy post będzie dotyczył tytułowego ziołowego balsamu koloryzującego z ekstraktem z henny. Od jakiegoś już czasu zachwycałam się pięknym rudym odcieniem włosów Ewy z bloga Miss Dior Cherie o czym nieustannie informowałam ją niemal pod każdym postem:p W końcu zapytałam cóż to za farba daje taki ładny efekt i dowiedziałam się, że to właśnie balsam z Venity w kolorze Chna. Kupiłam 2 opakowania, bo mimo, że moje włosy  sięgają niewiele za ramiona, to są bardzo gęste i nigdy jedno opakowanie farby mi po prostu nie wystarcza. 
Balsam nie zawiera utleniaczy i amoniaku. Jest delikatny dla włosów, nie rozjaśnia ich i jakoś drastycznie koloru włosów nim nie zmienimy, ale cudnie na nie wpływa. Producent pisze, że po jego użyciu włosy stają się gładkie, odżywione, miękkie i pięknie się układają, zdecydowanie się z tym zgadzam. Po otworzeniu tubki poczułam piękny zapach, zrobiłam test na alergie (!), gdyż nigdy produktów z henną nie używałam i nie byłam pewna jak mój organizm na nią zareaguje. Wszystko było okej. Po kilku dniach nałożyłam balsam na włosy i o dziwo okazało się, że na moje włosy wystarcza jedna tubka, a wręcz 3/4 jej pojemności, no szok:p 
Sposób aplikacji jest niesamowicie wygodny i prosty. W opakowaniu mamy instrukcję i rękawiczki (niestety w drugim opakowaniu instrukcji nie było, chyba mi wypadła). Z balsamem na włosach siedziałam godzinkę, choć wystarczyłoby 40 minut. Nic nie kapie, pachnie pięknie, no sama przyjemność. Po wysuszeniu włosy były naprawdę piękne, rzadko jestem zadowolona z tego jak moje włosy wyglądają, czy jak się układają. Po użyciu balsamu efekt i stan włosów mnie zadowolił. Nawet Pani na poczcie zapytała, czy to mój naturalny kolor, a gdy powiedziałam, że nie była zdziwiona:p 
Moim jedynym minusem, który właściwie nie powinien być przypisany samemu balsamowi koloryzującemu jest to, że był obecny na moich włosach 8 dni...tak, mam wysokoporowate włosy, które szybko pochłaniają wszelkie farby i równie szybko oddają kolor. Ponieważ włosy muszę myć co 2 dni, po 3 myciach praktycznie kolor się wypłukał, strasznie żałowałam, że tak się stało:( A takim minusem, który dotyczy już samego  balsamu, jest to, że nie pokrył mi odrostów, no ale tego się akurat mogłam spodziewać, w końcu czytałam, że nie rozjaśnia włosów. 
No dobrze to teraz zdjęcie, nie do końca udane, ale mam nadzieję, że oddaje choć kolor, jaki Chna daje. 
A teraz do osób, które chciałyby wypróbować ten balsam na własnych włosach. Kupiłam dwa opakowania, ale z uwagi na to, że balsam nie pokrywa wystarczająco moich odrostów, niestety nie sprawdza się u mnie do końca (choć kolor jaki daje na długości bardzo przypadł mi go gustu) a więc- jeśli któraś z Was chciałaby to jedno opakowanie balsamu, które mi zostało ode mnie otrzymać wystarczy, że napisze o tym  w komentarzu. Jeśli zgłosi się więcej chętnych wielbicielek rudości na włosach, to po prostu zrobię losowanie:) Tak więc powiedzmy do soboty do 23:59 śmiało piszcie:) 

Garnier odżywka z mleczkiem waniliowym i papają:) + wyprzedaż szafy

Dziś na temat tytułowej odżywki Garniera. Ogólnie to sprawa wygląda tak, że odżywek z Garniera nie używałam wieki, tę dostałam, a sama  dopiero niedawno zakupiłam słynną odżywkę Garniera z awokado, ale czeka w kolejce na swoją kolej ( tzn. aż wykończę wersję z mleczkiem waniliowym:). Wracając do tematu tytułowa odżywka nie jest niestety dostępna na naszym rynku
Na początku zażyczyłam sobie wersję z olejkiem kokosowym, ale nie byłam pewna co do tego, jak wpłynie na moje wysokoporowate włosy, więc poprosiłam znajomą o właśnie tę wersję:) 
 Zanim użyłam odżywki posłużyłam się google tłumacz, aby przekonać się cóż to nam producent obiecuje, ale ponieważ języka niemieckiego się nie uczyłam, a translator po wpisaniu tekstu z etykiety podał mi takie głupstwa, że szok,  nie będę wrzucać obietnic producenta:p choć jedyną rzeczą, którą udało mi się przetłumaczyć, było to, że odżywka ma nasze włosy odżywiać ( a to Ci odkrycie:p). 

Konsystencja jest okej, nie za rzadka, nie za gęsta. Zapach, hm... moim zdaniem jest trochę chemiczny, w ogóle to mi nie kojarzy się na pewno z papają, wanilią pachnie tak troszkę, generalnie czuć po prostu bliżej nieokreślony słodki zapach z nutką wanilii w tle. Natomiast nie określiłabym go jako nieprzyjemny, także da się przeżyć:) 
Skład:
Aqua, Cetearyl Alcohol, Dipalmitoylethyl Hydroxyethylmonium Methosulfate, Quaternium-80, Glyceryl Stearate, Limonene, Linalool Vanilla Planifolia Extract/ Vanilla Planifolia Fruit Extract, Propylene Glycol, Carica Papaya Extract/Papaya Fruit Extract, Cetrimonium Chloride, Citric Acid, Citronelool, Hexyl Cinnamal, Glycerin, Parfum. 
Moim zdaniem, to taka odżywka jakich wiele. Dociążyła włosy, co w moim przypadku jest pożądanym efektem, bo mam jeden wielki puch na głowie. Włosy pachniały po wysuszeniu jeszcze krótki czas, ale delikatnie. Poza tym plusem jest to, ze odżywka nie zawiera parabenów. Błysk na moich włosach to stan rzadki, niewiele odżywek jest w stanie go dać, ta nie była wyjątkiem, po jej użyciu moje włosy niestety nie błyszczały nadal były matowe. No i to właściwie tyle, na taką 4 myślę, ze spokojnie zasłużyła:) 


Jestem ogromnie ciekawa, jak sprawdza się wersja odżywki Garniera z kokosem na włosach wysokoporowatych. Może któraś z Was ma taki typ włosów i już tę odżywkę stosowała?:) 



Olejki do pielęgnacji skóry twarzy, których używam- część II

Dzisiejszy post jest kontynuacją poprzedniego wpisu. Uporządkowałam kolejne olejki, których używam do pielęgnacji twarzy ( niektóre z nich także do włosów ). Wielu z Was ostatni wpis tego typu się spodobał, co ogromnie mniej cieszy:) Olejki w pielęgnacji twarzy to w prawdzie nic nowego, od lat są znane i lubiane, jak np. olejek arganowy czy różany. Stosowane są w wielu kosmetykach, gdyż oddziałują na naszą cerę dobroczynnie. Bardzo się cieszę, że wraz z pojawieniem się sklepów z naturalnymi składnikami i półproduktami, mamy większą możliwość zakupu tylu wartościowych olejków. 

Wiem, że trochę tego jest, ale ich ilość wynika trochę z mojej lubości do próbowania nowych rzeczy ( z kosmetykami mam podobnie:) no i z faktu, że olejki na moją cerę wpływają bardzo dobrze:) No i trochę także z tego, iż w moim domu mieszkają 3 kobiety, a każda z nich taką pielęgnację sobie ceni:) w konsekwencji trochę się tego uzbierało:)

1.) Olej z pestek dyni-
Olejek fajny, pachnie jak pestki dyni, więc jeśli chodzi o kwestie zapachowe jest znośny:) Bardzo fajnie wygładza skórę, choć mam wrażenie, że jest raczej  z tych "cięższych" porównując go np. do olejku z nasion papai, który ma lekką konsystencję i szybko się wchłania. Ten wchłania się nieco dłużej, ale nie zapycha porów skórnych.  Olejek z pestek dyni jest bogaty w witaminy C, K, E oraz A, co z pewnością wpływa na fakt, iż ten olejek fajnie wyrównuje koloryt cery.  Czytałam jakiś czas temu, że ten olejek najlepiej stosować w kosmetykach w stężeniu 10-20 % ze względu na to, że może barwić skórę...powiem szczerze, że mnie to zadziwiło bo niczego podobnego nie stwierdziłam, inne doświadczenia mam natomiast z olejkiem z avocado ( o którym będzie niżej:) a który ma zielony kolor i faktycznie po posmarowaniu buzia nabiera takiego odcienia:p ale spokojnie, po zmyciu nie ma śladu;) 
Moja buteleczka: 30 ml- 9,89 zł ZSK
Źródło zdjęcia po prawej

2.)Olejek z awokado-
Pachnie niczym awokado, więc także wszystko się zgadza:) Mi niestety ten zapach się niezbyt podoba, ale nie jest to problem, ponieważ rekompensuje to jego działanie. Jak pisałam wyżej, po nałożeniu na twarz, nabiera ona lekko zielonkawego odcienia, co mi osobiście nie przeszkadza, gdyż stosuje olejki najczęściej na noc:) Właściwie to olejek z avocado zakupiłam z myślą o stosowaniu go na włosy, niestety na moich wysokoporowatych włosach się nie sprawdza, co innego na twarzy:) Zawiera m. in. witaminy  A, B, D, E, H, K, PP, cudnie odżywia skórę, nawilża ją i wygładza.  Bardzo go lubię, ale moim  faworytem nie jest:) 
Moja buteleczka: 30 ml- 5,47 zł w ZSK
Źródło zdjęcia po prawej

3.)Olejek rycynowy-
Większości z Was dobrze znany i myślę, że lubiany. W moim przypadku polubiłam go dwukrotnie, najpierw gdy kupiłam go z myślą o stosowaniu na brwi i rzęsy ( sprawdził się fajnie, wzmocnił je i lekko przyciemnił, na czym zależało mi najbardziej ), później, gdy znalazłam informację, że fajnie sprawdza się na skórze skłonnej do przetłuszczania. Spróbowałam i byłam zadowolona. Fajnie tonizuje, zmniejsza przetłuszczanie i nie zapycha. Trzeba jednak uważać, aby nie dostał się do oka, bo wtedy może nieco szczypać. 
Moja buteleczka: 50 ml- 6,40 zł w Ecospa
Źródło zdjęcia po prawej

4.)Olej konopny-
Na pomysł kupna tego olejku wpadła moja siostra. Wyczytała gdzieś, że fajnie regeneruje cerę, oraz oprócz tego, że wykazuje działanie przeciwstarzeniowe, to również działa przeciwzapalnie, co bardzo cenię w sytuacjach kiedy moja skóra wygląda nieco gorzej i pojawiają się na niej krostki. Przyspiesza ich gojenie i nie zapycha porów skórnych. Olejek jest polecany również do takich problemów skórnych, jak egzema, łuszczyca, czy bardzo sucha skóra. Olejek konopny tworzy na skórze barierę ochronną, która chroni naszą skórę przed nadmiernym odparowywaniem wody. Jego jedynym minusem jest zapach. Moim zdaniem jest, że tak powiem, brzydki:p myślę, ze mogę go ustawić w kolejce najbrzydziej pachnących olejków, tuż za olejkiem z róży rdzawej. 
Moja buteleczka: 50 ml- 13,90 zł w Ecospa
Źródło zdjęcia po prawej

5.)Olej z pestek śliwki-
Zakupiłam go, gdyż wyczytałam m.in. u Anwen, że dobrze sprawdza się w pielęgnacji końcówek włosów.U mnie niestety się przy takim sposobie aplikacji nie sprawdził ( zresztą do moich włosów nadaje się niewiele olejków ) więc zaczęłam stosować go na skórę twarzy. Olejek jest bogaty w witaminę E, bardzo fajnie odżywia skórę no i pięknie pachnie. Zapach mogę porównać do zapachu słodkiego marcepanu. Nie ukrywam, ze to bardzo przyjemne przy aplikacji:) Nie jest ciężki, co jest dodatkowym plusem.
Moja buteleczka: 30 ml- 13,98 zł w ZSK
Źródło zdjęcia po prawej

6.)Olej arganowy-
Również znany i ceniony. Można go spotkać w wielu produktach, od szamponów i odżywek, po kremy i farby do włosów. U mnie świetnie sprawdza się nie tylko na skórze twarzy, ale także na włosach. Co czyni go w mojej pielęgnacji olejkiem wyjątkowym i niezastąpionym. Niestety stosując go i na włosy, i na twarz muszę go regularnie dokupować, a do najtańszych nie należy. Olejek ujędrnia skórę twarzy, wygładza ją oraz wykazuje działanie przeciwstarzeniowe. Polecany także osobom zmagającym się z trądzikiem, gdyż łagodzi jego przebieg, oraz osobom cierpiącym na egzemę. W moim przypadku jest to po prostu najbardziej uniwersalny olejek, który stosuję także do pielęgnacji dłoni, ust czy na przykład skóry łokci i kolan :) 
Moja buteleczka: 30 ml- 16,50 zł w  ZSK
Źródło zdjęcia po prawej

Tak, jak pisałam w zużywaniu olejków pomagają mi mama i siostra, dlatego schodzą u nas na tyle szybko, że nie mają czasu na to, aby się przeterminować. Mam już kilka następnych olejków na oku, które chciałabym wypróbować, więc może za jakiś czas, zagości tu kolejny post dotyczący olejków i naturalnej pielęgnacji:) 


Wszyscy mają coś z Balei, mam i ja, czyli żel pod prysznic o zapachu wiśni:)

Post z tych krótszych, gdyż nie ma się zbytnio o czym rozpisywać, po prostu produkt na 5;) Na wielu Waszych blogach od jakiegoś już czasu czytam mnóstwo pochlebnych opinii na temat produktów marki Balea. Bardzo chciałam je wypróbować już jakiś czas temu, ale niestety aby je dostać, muszę skorzystać z allegro, bowiem nie mam innej sposobności, aby produkty tej marki zakupić. Wybrałam więc sprzedawcę i produkty, które mnie najbardziej interesują no i zamówienie poszło:) Pierwszymi produktami, które zaczęłam testować, była maseczka z papają ( ta, która się u mnie się nie sprawdziła ) oraz tytułowy żel pod prysznic o zapachu słodkich, dojrzałych wiśni
Żel przypadł mi do gustu baaardzo:) najpierw zapach, pachnie dosłownie, wypisz wymaluj, jak prawdziwe wiśnie! Czytając dużo pochlebnych opinii na temat zapachów produktów z Balei, byłam ogromnie ciekawa, czy ten zapach wiśni będzie taki "prawdziwy", nie chemiczny, no i muszę powiedzieć, że jestem pod wielkim wrażeniem:) 
Produkt moim zdaniem, jest świetny, spełnia moje oczekiwania. Pięknie pachnie, cudownie się pieni i nie wysusza skóry.  Jedynym minusem, jak dla mnie jest jego dostępność. Nie wiem jak wygląda on cenowo w drogeriach DM, natomiast wiadomo, kupując na allegro muszę za tą przesyłkę dopłacić. Jednak ( tak jak wiele z Was:) kupując produkty z Balei, zamówiłam kilka sztuk przez co jakoś ta przesyłka się rozłożyła:) Ogólnie jestem bardzo zadowolona, no i nie zawiodłam się sugerując się Waszymi opiniami:)

Cena na  allegro ( bez przesyłki ) - 6,95 zł 
Skład:
Aqua, Sodium Laureth Sulfate, Cocamidopropyl Betaine, Glycerin, Sodium Lauroyl Sarcosinate, Parfum, Sodium Benzoate, Styrene/Acrylates Copolmer, Sodium Lactate, Sorbitol, Urea, Potassium Sorbate, Tetrasodium Dicarboxymethyl Glutamate, Citric Acid, Sodium Chloride, Benzyl Salicylate, Linalool, CI 16255. 

Nie ukrywam, że opakowanie również ogromnie mi się podoba, nie dość, że w optymistycznych kolorach, to jeszcze z kotem, a koty uwielbiam:p 

"Szukamy maseczki idealnej"- post podsumowujący akcję:)

Czas na podsumowanie akcji, w której brałam udział, czyli akcji pt. "Szukamy maseczki idealnej". Akcja moim zdaniem bardzo fajna, dzięki niej systematyczniej używałam masek, które zalegały w mojej szafce, ale sama inicjatywa  była także świetnym pretekstem, aby sobie jakąś nową maseczkę przetestować:) Także same plusy:)


Przejdę teraz do podsumowania, a raczej rankingu podsumowującego. Postaram się w czytelny sposób przedstawić moich maseczkowych faworytów oraz te maseczki, które radziły sobie z moją cerą nieco gorzej. Ale po kolei:



    Miejsce 1    
Biała glinka mikronizowana:) Niekwestionowana faworytka, wśród masek, które stosowałam, więcej na jej temat możecie poczytać sobie tu


♣    Miejsce 2    
Maseczka, którą bardzo polubiłam i na pewno zostanie w mojej kosmetyczce na dłużej, więcej na jej temat możecie poczytać tu

♣    Miejsce 3    
Domowej roboty maseczka z czekolady, w mojej wersji nieco zmodyfikowana:) Super wpływająca na skórę. Więcej można przeczytać tu

♣    Miejsce 4   
Maseczka z serii profesjonalna formuła od Bielendy. Spełnia wszystkie obietnice, na pewno jeszcze nie raz do niej wrócę, jeśli ją oczywiście znajdę, ponieważ jeśli chodzi o dostępność, to trochę z nią ciężko. Więcej tu

♣     Miejsce 5    
Miejsce 5 zajmuje w moim rankingu maseczka marki Queen Helene. Maseczka działa na skórę naprawdę fajnie, niestety dla osób, które unikają parafiny w składach kosmetyków, może okazać się nieodpowiednia. Więcej można poczytać tu.

♣     Miejsce 6     
Ostatnie miejsce z wielkim bólem przypada masce z Balei. Ta konkretne nie zrobiła na mojej twarzy właściwie nic, ale marki nie skreślam, zamierzam wypróbować inne warianty, a nóż sprawdzą się lepiej:) Więcej tu.

To cały ranking, wszystkie maski, które przez okres trwania akcji testowałam. Powiem szczerze, że z wielkim zainteresowaniem czytałam recenzje masek testowanych przez inne osoby, które wzięły udział w tej akcji. Z chęcią poczytam również Wasze podsumowania, czekam na nie z niecierpliwością :) 
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty