.linkwithin_posts a div { -webkit-border-radius: 10px; -moz-border-radius: 10px; border-radius: 10px; }

Peeling enzymatyczny EKO z bromelainą i papainą od Biochemii Urody.

Dzisiejszy post będzie dotyczył, mojego właściwie pierwszego, peelingu enzymatycznego, z wdzięcznym i jakże popularnym dodatkiem "eko" w nazwie:) To także mój pierwszy zakup z Biochemii Urody. Ogólnie biorąc pod uwagę  kontakt ze sklepem, jestem zadowolona, nie wiem właściwie czemu wcześniej nic stamtąd nie zamawiałam, chyba to kwestia "stylistyki" strony, jakoś tak ciężko mi się po niej poruszać i  zawsze EcoSpa wydawało mi się bardziej czytelne i jakieś takie, no nie wiem, bardziej estetyczne ( tak wiem, czepiam się:p). W każdym razie z zakupu jestem zadowolona, wiem że część z Was również tego typu peelingi zna i sobie je ceni, ja mogę śmiało do tego grona dołączyć:)
Peeling doszedł do mnie zapakowany tak, jak widać na rysunku powyżej. Wszystko higienicznie zapakowane i czytelnie oznaczone. Dokładną instrukcję tego, w  jaki sposób peeling przygotować i jak go używać, wzięłam ze strony sklepu, o stąd. Instrukcja również jest jasna i czytelna. Zanim przejdę do działania, zajmę się głównymi składnikami peelingu.

Zawiera on koncentrat dwóch enzymów, a mianowicie bromelainy (enzymu z miąższu ananasa) oraz papainy (enzymu z miąższu owocu papai). Papaję uwielbiam jeżeli chodzi o kwestie kosmetyczne. Jakiś czas temu zachwycałam się w jednym z olejkowych postów (o tu) działaniem olejku z papai, który działał podobnie do tego peelingu, a mianowicie pięknie rozjaśniał cerę.  Powyższe enzymy rozpuszczają w delikatny sposób martwy i zrogowaciały naskórek. Taka forma peelingu (proszek) jest podobno gwarancją jego trwałości, bowiem w środowisku wodnym, enzymy te ulegają rozłożeniu. Stąd uwaga, że im mniej wody, tym działanie jest silniejsze. Rozpuszczenie proszku  w dużej ilości wody po prostu nie da zbyt widocznego efektu na cerze.

Bazą peelingu są koloidalna mączka owsiana (zawierająca beta glukan-składnik działający przeciwzapalnie i przeciwstarzeniowo), mączka ryżowa z ziaren białego ryżu (wygładza, nawilża i rozjaśnia) .
Peeling wygładza i rozjaśnia skórę, przygotowując ją do absorpcji innych składników aktywnych, które zamierzamy po usunięciu peelingu na twarz nałożyć. U mnie peeling spłycał również pory skórne, za co bardzo go polubiłam. Na stronie BU napisano, że peeling działa trochę, jak odżywcza, nawilżająca i wygładzająca maseczka, w sumie mogę się z tym zgodzić, skóra faktycznie nie tylko jest gładsza, ale także odżywiona i taka promienna, bardzo fajny efekt:) 
Sam sposób użycia wygląda następująco- najpierw do plastikowego pudełeczka wsypujemy mączkę owsianą i ryżową, a później już po dokładnym ich zmieszaniu- enzymy. Mieszamy dokładnie, zamykamy pojemniczek i potrząsamy energicznie. Naklejamy naklejkę, wpisujemy na niej datę (12 miesięcy ważności) i gotowe. Potem wystarczy przed samym użyciem, trochę proszku zmieszać z niewielką ilością wody i nałożyć na skórę twarzy, czekamy 5-10 minut i zmywamy (ostrożnie, uważając na oczy). 
Wodę można podobno zastąpić żelem hialuronowym, albo hydrolatem, co zamierzam oczywiście sprawdzić:) Można również dodać kilka kropli ulubionego olejku roślinnego, wtedy peeling  będzie miał również działanie natłuszczające. Acha, no i stosujemy max 2x w tygodniu co by nie przedobrzyć. 
Pojemność: 41 g 
Cena: 15,50 zł


Peeling przypadł mi do gustu i myślę, że gdy skończy się moje pudełeczko, na pewno do niego powrócę. Cena także wydaje mi się rozsądna, no i w sumie, jakby nie patrzeć, sama sobie ten peeling zrobiłam:p 

Krem oraz serum marki Barwa z serii Siarkowa Moc, czyli coś, co naprawdę działa:)

Dzisiejszy post będzie dotyczył na pewno większości z Was znanego kremu marki BARWA z serii Siarkowa Moc. Przyznaję szczerze, że do tego kremu miałam mieszane uczucia. Nie wszystko co KWC się u mnie po prostu sprawdziło i dlatego rzadko sugeruję się tego typu opiniami. Wszystko zmieniło się ostatnimi czasy, kiedy to udało mi się wygrać rozdanie organizowane przez Nikę88 z bloga one-more-dress.blogspot.com, w którym do wygrania był właśnie ten krem i do tego serum z tej samej serii, o którego istnieniu nie miałam do tej pory pojęcia:p 

No więc mam krem, serum i mieszane uczucia, ale próbuję i efekt tego taki, że muszę publicznie Nice podziękować, bo pewnie gdyby nie ona, to najnormalniej w świecie nigdy bym tego kremu nie kupiła i nie przekonała się na własnej skórze ( dosłownie:p) o tym,  że krem działa na mnie cudownie! :) dzięki kochana, jeszcze raz:).
Mam cerę tłustą, z tendencją do wyskakiwania niespodzianek, po używaniu olejków skóra wygląda o niebo lepiej, ale nadal się świeci, choć nie tak bardzo, jak kiedyś. No ale jestem już tak blisko stanu skóry, który by mnie satysfakcjonował, więc nadal szukam czegoś, co nie zapycha porów i do tego pięknie matuje. Ten krem jest właśnie takim małym cudeńkiem i choć nie stosuje go pod makijaż ( konsystencja jest zbyt "tępawa" ) to stosowany na noc kondycjonuje skórę tak, że następnego dnia faktycznie przetłuszczanie się twarzy jest zniwelowane. 
Krem zawiera siarkę, która działa przeciwbakteryjnie i przeciwgrzybicznie, zmniejsza również wydzielanie sebum. Mamy także krzemian glinowo-magnezowy, nadający skórze pudrowy wygląd, tlenek cynku (działający ściągająco i antyseptycznie), alantoinę (która świetnie łagodzi i nawilża) oraz masło shea. 
Składniki: Aqua, Dicaprylyl Carbonate, Cetearyl Olivate, C12-15 Alkyl Benzoate, Magnesium Aluminum Silicate, Sorbitan Olivate, Hydrogenated Olive Oil, Butyrospermum Parkii Butter, Zinc Oxide, Olea Europaea Fruit Oil, Olea Europaea Oil Unsaponifiables, Allantoin, Sulfur, Vaccinium Myrtillus Extract, Saccharum Officinarum Extract, Citrus Aurantium Dulcis Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Acer Saccharinum Extract, PEG-30 Castor Oil, Polyacrylamide, C13-14 Isoparaffin, Laureth-7, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin, Methylisothiazolinone, Parfum, Citral, Limonene, Linalool. 

Dokładnej ceny nie znam, ale z tego co czytałam, jest rozsądna:)
Pojemność: 50 ml
Przejdźmy do serum. Serum nie pachnie już tak pięknie jak krem, oj nie:p Miałam kiedyś szampon z siarką, pachniał ohydnie, to serum pachnie podobnie, choć mniej intensywnie, no i zapach czuć tylko w momencie bezpośredniego wąchania tubki, na twarzy się nie utrzymuje, także spokojnie:p 

Serum mogłam już stosować po makijaż, dlatego wszelkie niedoskonałości i wypryski goiły się o wiele szybciej ( choć przyznam, ze stosowanie serum i kremu w duecie, nie jest koniecznie, bo sam krem bardzo redukuje powstawanie wyprysków). No chyba, ze ktoś ma większe problemy z trądzikiem, wtedy taki zmasowany atak na pewno się przyda:). Serum także zawiera siarkę, do tego kwas salicylowy, który działa przeciwzapalnie i złuszczająco oraz coś, co nazywa się naturalnym bioselektywnym oligosacharydem (jakiś cukier?:p) który ogranicza rozwój niepożądanych mikroorganizmów, oraz stymuluje przywrócenie naturalnej flory bakteryjnej. 
Składniki: Aqua, Alcohol Denat., Hydroxyethylcellulose, PEG-30 Castor Oil, Alpha-Glucan Oligosaccharide, Sulfur, Vaccinium Myrtillus Extract, Saccharum Officinarum Extract, Citrus Aurantium Dulcis Extract, Citrus Medica Limonum Extract, Acer Saccharinum Extract, Salicylic Acid, Imidazolidinyl Urea.

Pojemność:15 ml


Mogę szczerze polecić osobom, które zmagają się z tłustą i skłonną do wyprysków cerą zarówno krem, jak i serum:) Są świetne i na pewno zagoszczą w mojej kosmetyczce na dłużej:) 

AA Energia Natury, czyli Harmonia Zielonej Herbaty oraz Odżywcza Kawa - kremy do rąk.

Dzisiejszy post będzie dotyczył kremów do rąk, które swego czasu wpadły w  ręce mojej mamy :) Mowa o tytułowych kremach od marki AA z serii Energia Natury. Zanim jednak przejdę do recenzji, chciałabym się troszkę wytłumaczyć z mojej nieobecności. To jeszcze nie kryzys w blogowaniu:p no i wszystko u mnie w porządku, po prostu pracuję na 2 etaty (z czego się zresztą bardzo cieszę), a kto zaczyna nową pracę, ten wie, że początki bywają trudne. Natomiast jest mi bardzo miło, że znalazły się osoby, które zauważyły, że jakoś tak u mnie cicho ostatnio:p dzięki dziewczyny:) 
No dobrze, a przechodząc do kremów, moja mama dorwała je w Lidlu. Na pewno słyszałyście o serii z AA wypuszczonej specjalnie dla Lidla (w sensie można je tylko tam dostać). Czy to prawda nie wiem. Szczerze mówiąc nie spotkałam się z tymi kremami nigdzie indziej niż właśnie w tym markecie. Kremy występują w dwóch wersjach:
♣  Harmonia zielonej herbaty (krem nawilżający)
♣  Aromatyczna kawa (krem odżywczy)

Pojemność: 100 ml
Cena: 5,99 zł     
                                                                                                        ♣   Harmonia Zielonej Herbaty  
Pierwsza z kremów z wyciągiem z zielonej herbaty, to krem nawilżający. Oprócz zielonej herbaty zawiera także masło oliwkowe i glicerynę. Fajnie nawilża, choć nie zbyt bardzo podoba mi się jego konsystencja- jest taka mało kremowa. Jeżeli chodzi o zapach, to obydwa kremy po otwarciu tubki pachną tak niby delikatnie, niezbyt intensywnie, ale gdy nałoży się je na dłonie to wtedy dopiero czuć, jaki ten zapach jest intensywny. Natomiast sama nuta zapachowa wersji nawilżającej  jest dla mnie naprawdę fajna, taka świeża. Rzeczywiście kojarzy mi się z moja ukochaną zieloną herbatą:) Dosyć wysoko w składzie mamy parafinę, wiem, że wiele z Was jej unika, ja dopuszczam ją w kremach do rąk, czy do stóp, na twarz raczej nie używam, bo po prostu działa na moją cerę zapychająco. 

Skład: Aqua, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Dimethicone, Octyldodecanol, Camellia Sinesis Leaf Extract, Olea Europea (Olive)Fruit Oil,  Hydrogenated Vegetable Oil, Dimethiconol, Trideceth-6, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Propylene Glycol, Parfum, EthylhexylGlycerin, Phenoxyethanol, Methylisothiazolinone. 

                                                                                                                    ♣   Aromatyczna kawa   
Zapach wersji odżywczej pachnie jak dla mnie po prostu facetem:p Takimi męskimi perfumami, no i znowu po otwarciu tubki jest taki niby delikatny, a po wyciśnięciu daje na całego. Pod względem zapachowym faktycznie jakoś mi tak nie podpasował...ale konsystencja jest jak dla mnie lepsza właśnie w wersji odżywczej. Krem zawiera oprócz ekstraktu z kawy, także olej arganowy i masło shea. 

Skład: Aqua, Glycerin, Cyclopentasiloxane, Paraffinum Liquidum, Cetearyl Alcohol, Ethylhexyl Stearate, Glyceryl Stearate, Glyceryl Stearate Citrate, Dimethicone, Octyldodecanol, Caffeine, Paullinia Cupana Seed Extract, Argania Spinosa Kernel Oil, Butyrospermum Parkii (Shea) Butter, Dimethiconol, Centella Asiatica Extract, Equisetum Arvense Extract, Carnitine, Propylene Glycol, Acrylamide/Sodium Acrylate Copolymer, Trideceth-6, Parfum, Methylisothiazolinone, Phenoxyethanol, Ethylhexylglycerin. 
Jeśli chodzi o działanie oba kremy właściwie działają na moje dłonie podobnie. Co nie zmienia faktu, że za taką cenę i pojemność, to jestem zadowolona:) Tylko tak się zastanawiam - skoro to kremy do skóry skłonnej do alergii, to po co tyle tej substancji zapachowej? Patrząc na skład, faktycznie substancje zapachowe znajdują się na końcu, ale zapach jest taki, że byłabym skłonna powiedzieć, że te substancje odpowiedzialne za zapach znajdują się co najmniej w połowie listy składu. 

Ps. Przeglądałam Wasze komentarze pod wcześniejszym postem i z tego co przeczytałam, wywnioskowałam, że nikt nie chciał Balsamu z henną?:( ale, że jak to:p? jeśli się mylę, bądź któraś z Was ma jeszcze na niego chrapkę, to śmiało piszcie:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty