.linkwithin_posts a div { -webkit-border-radius: 10px; -moz-border-radius: 10px; border-radius: 10px; }

Gwiazdkowy prezent mojej mamy, czyli o twórczości MOMY słów kilka:)

Witajcie:) Dziś jak widać  nie będzie kosmetycznie. Postanowiłam, w oczekiwaniu na Pasterkę, napisać co nieco o prezencie, który razem z bliskimi sprawiliśmy na tegoroczną Gwiazdkę mojej mamie. Ponieważ pan Mikołaj już nas odwiedził, mama prezent otrzymała, bardzo jej się zresztą spodobał:p mogę wrzucić zdjęcia i napisać krótką notkę:)
W tym roku postawiliśmy na biżuterię. Właściwie niecały miesiąc wcześniej zamówiłam sobie bransoletkę z burgundowych Agatów u pani Moniki
Twórczość i sam profil Momy obserwuję już od dawna, jednak dopiero niedawno w ramach samonagrodzenia się za stresy w pracy:p (każdy pretekst jest dobry:) postanowiłam zamówić właśnie tę konkretną (na zdjęciu od prawej) biżuterię z Agatów z zawieszką w kształcie róży. Gdy przyszła totalnie mnie zauroczyła, a tak po prawdzie to nie tylko mnie bo właśnie moją mamę też, stąd pomysł na gwiazdkowy prezent:) 
Kamienie mają 10 milimetrów, są idealnie oszlifowane. Agaty są niesamowite, właściwie bransoletka z nich wykonana zadziwia mnie każdego dnia- w zależności od intensywności i kąta padania światła, kamienie mają inną barwę, raz jest to ciemne wino, raz bordo, innym razem fiolet, róż i czerwień. Starałam się oddać to na zdjęciach jednak nie udało się mi to tak dobrze, jak bym tego chciała. Musicie więc wierzyć mi na słowo:)
No ale teraz o prezencie dla mojej mamy, czyli bransoletce po lewej:) Wykonana jest z kamieni zwanych Lepidolity w kolorze GRAPE. Do tego zawieszkę w kształcie ażurowej mandali tworzy pozłacane srebro. Przyznam szczerze, że nigdy o tych kamieniach nie słyszałam, ale zachwyciło mnie w nich to, że wyglądają jak rozgwieżdżone niebo, galaktyka, nie wiem jak to opisać, ale są naprawdę wyjątkowe. 

Poniżej,bransoletka z Agatów Burgundowych, 10mm, złote hematyty + zawieszka pozłacana ROSE:
Poniżej, bransoletka z Lepidolitów w kolorze GRAPE,  10mm, hematyt złoty + ażurowa Mandala Flower, pozłacane srebro p.925:
Jak widać na jednym z powyższych zdjęć, bransoletka przyszła do mnie w pięknej torebce z uroczą wpisującą się w klimat świąt, kokardką:) Wszystko było bardzo estetycznie i bezpiecznie zapakowane.
Jestem wprost zauroczona twórczością pani Moniki, jej pomysłami i kreatywnością. To na pewno nie jest moja ostatnia zdobycz z jej kolekcji:p zapewne mojej mamy też nie:) 
Jeśli któraś z Was chciałaby obejrzeć więcej dzieł Momy, możecie je obejrzeć o tutaj. Ja z ogromną ciekawością oglądam proponowane przez autorkę nowości i świetne połączenia kolorystyczne. Naprawdę coś wspaniałego, do tego ten wyraz twarzy gdy mama ujrzała swój prezent, no nie da się tego opisać:) 
Życzę Wam udanych Świąt no i mam nadzieję, że Mikołaj trafił z prezentami:p 



Podarunki ze Spotkania Warszawskich Blogerek Kosmetycznych- trochę zdjęć:)

W nawiązaniu do ostatniego posta dotyczącego relacji ze spotkania warszawskich blogerek, które miało miejsce 14.12, dziś wrzucę zdjęcia przedstawiające prezenty:p bo właściwie to można powiedzieć, że pan Mikołaj przyszedł do mnie w tym roku nieco wcześniej:) Dziś do poczytania raczej niewiele, więcej do pooglądania, więc zapraszam:)

Pierre Rene
SORAYA
Bell
Citrosept
 Tiger
Carmex 
Barbers
Dobra rada
Świat Zapachów
Alpha nail stylist
Cosmetic service
Pilomax
Biogarden
Avetpharma
Love me green
Buziak style
Organic matcha
Bardzo dziękuję za możliwość testowania tak wielu ciekawych produktów:) już teraz mogę Wam powiedzieć, że zachwyciło mnie serum z Soraya oraz krem do rąk od Love me green, są świetne:)Dziękuję również marce  Hean za rabat na ich produkty oraz  kolczyki  otrzymane od Venisima. No i firmie Chocolissimo za przecudnego (i przesmacznego) czekoladowego renifera, nie ma go na zdjęciu bo już dawno jest zjedzony:p Herbatka od Organic Matcha trafiła do mnie drogą losowania, ale ja wiem że to siła przyciągania to sprawiła:p kto mnie zna, ten wie że jestem herbatoholiczką i uwielbiam herbatę pod każdą postacią, pijam ją litrami i nie wyobrażam sobie bez niej życia:P 
Także ja lecę zaparzyć sobie zieloną herbatę, a Wam życzę udanej i mimo przedświątecznego zamieszania, spokojnej niedzieli;) 

Spotkanie Warszawskich Blogerek Kosmetycznych 14.12.2013r- relacja:)

Dziś chciałabym opowiedzieć co nieco o sobotnim spotkaniu warszawskich blogerek, na którym miałam przyjemność być:) Spotkanie odbyło się w knajpie o wdzięcznej nazwie Pochwała Niekonsekwencji i od razu muszę dodać, że to miejsce mnie totalnie zauroczyło. Znajdziecie tam wszystko co potrzeba- klimat, fajną obsługę no i dobre jedzonko (podobno napoje alkoholowe też mają świetne:). Przepadłam pijąć ich koktajl piernikowo-lodowy, no i mimo, iż mam do tego miejsca przeokrutnie daleko, to na pewno jeszcze tam kiedyś tam wrócę:) 
Pochwała Niekonsekwencji
Poniżej mała próbka umiejętności pana/pani kucharza/kucharki :p genialna tarta szpinakowa, wierzcie mi na słowo-była pyszna:)
Niżej Pan Piotr ze Świata Zapachów, swoją drogą świetny człowiek:p Wszystko profesjonalnie opisał, opowiedział o swoich ulubionych zapachach, o tym jak działa polityka Yankee Candle oraz o najbardziej "chodliwych" zapachach. Powiem szczerze, że słuchałam z zaciekawieniem, mimo że markę znam, dzięki woskom głównie, to pierwszy raz miałam okazję trzymać w rękach słój ze świecą (są ogromne:p). Pan Piotr sprawił nam ogromną niespodziankę zabierając ze sobą najnowszą-wiosenną kolekcję Yankee. Zapachy są świetne, już teraz mogę powiedzieć, ze najbardziej do gustu przypadł mi zapach kwiatu Hibiskusa, jest naprawdę piękny!

Zapachy przyniesione przez Pana Piotra- Movie Night totalnie mnie zadziwił, no wypisz wymaluj słodki popcorn, od razu się człowiekowi humor poprawia:p nie mam pojęcia jak świecie i woski Yankee są robione, że w tak idealny, niechemiczny sposób oddają zapachy,to po prostu majstersztyk:) Zapach mmm, Bacon! zadziwił chyba wszystkie dziewczyny:p swoją drogą pachniał dokładnie tak, jak smażony bekon:p
Odwiedziła nas także Pani Dagna, mimo ogromu pracy i zabiegania, znalazła chwilę żeby powiedzieć nam dużo ciekawych rzeczy na temat marki Soraya. Najbardziej zaciekawiła mnie linia z małocząsteczkowym kwasem hialuronowym, nie miałam pojęcia że takowa istnieje, a kosmetyki z tym składnikiem bardzo sobie cenię. Pani Dagna dużo czasu poświęciła również na omówienie produktów wchodzących w skład linii So Pretty! Kosmetyki z tej linii od dawno przyciągają moje oko ze sklepowych półek, opakowania są po prostu śliczne, jak się przekonałam, zapachy również:)
Odwiedzili nas również  Panowie z Carmex, co bardzo mnie ucieszyło, gdyż jestem ogromną fanką tej marki. Ich produkty bardzo fajnie się u mnie sprawdzają.
Przypinki trzymaliśmy od Przypinka.pl były śliczne i na pewno będę stanowiły świetną pamiątkę przez jeszcze długi długi czas:)

A to lista sponsorów, którzy włożyli swój wkład w to, aby spotkanie było jeszcze przyjemniejsze:)
Na koniec właściwie najważniejsze- dziękuję Wam wszystkim i każdej z osobna, za miło spędzony czas. Największe podziękowania należą się Oli za ogrom czasu poświęconego na organizację spotkania, za włożony wysiłek i troskę, aby każda z nas wyszła z tego spotkania z uśmiechem na twarzy, no i żeby był to dla nas po prostu mile spędzony czas:) 
Dla mnie udany był jak najbardziej, zobaczyłam buźki dziewczyn, z którymi znam się tylko z blogosfery, a udało się poznać również takie, których wcześniej totalnie nie znałam, a które okazały się być świetnymi babkami:)
Joko i Magiclovv są jeszcze piękniejsze na żywo niż na zdjęciach, Szarona to niesamowita, zarażająca śmiechem optymistka:p Marta to świetna osoba, z którą można pogadać o wielu rzeczach, Marika, której wcześniej nie znałam okazała się być fajną towarzyszką podróży, umilając mi właściwie 3/4 drogi powrotnej do domu:) Kotek-Pstrotek, której bloga też czytam od jakiegoś czasu również okazała się być fajną dziewczyną, no i Frambuesa, jakie ona ma cudne włosy! przepadłam totalnie:p Miło mi było spotkać  również resztę dziewczyn, które poznałam dopiero na spotkaniu, teraz nadrabiam zaległości w Waszych blogach;) Nie ze wszystkimi miałam okazję porozmawiać, ale mam nadzieję, że uda nam się jeszcze poznać trochę lepiej:) 

Poszukiwania rudości idealnej ciąg dalszy- Loreal MANGO 74

Dzisiejszy post będzie dotyczył tytułowej farby do włosów marki Loreal w odcieniu MANGO 74. Na samym początku urzekło mnie opakowanie, a raczej pani na nim i jej cudny, żywy ale nie rażący odcień rudego. No jest po prostu piękny:) O blasku już nie wspomnę bo to standard na wszelakich opakowaniach farb i reklamach produktów do włosów. Zakup farby, a raczej dwóch jej sztuk mocno nadszarpnął stan mojego portfela ( jedno opakowanie kosztuje 32 złote). Z racji gęstych (choć niestety cienkich) włosów zawsze kupuję 2 sztuki farby, tym razem zrobiłam tak samo no i suma wyszła już całkiem konkretna. Biorąc pod uwagę, że rudości bardzo szybko się wypłukują, włosy farbuję co jakieś 3 tygodnie, także ta farba to raczej nie rzecz na moją kieszeń. No ale teraz trochę o tym, jak  się farba spisuje:)
Coś z czym się w przypadku farb do włosów spotkałam po raz pierwszy to żelowa? czy jakaś taka podobna do żelu konsystencja. Dziwna i moim zdaniem totalnie niepraktyczna. Po nałożeniu farby włosy wyglądały tak samo, jak bez niej, w pewnym momencie nie miałam pojęcia gdzie farba jest, a gdzie jej nie ma. Efekt tego taki, że za prawym uchem została mi brzydka łata, którą po prostu przeoczyłam. Zdecydowanie wolę bardziej kremowe konsystencje, które są lepiej "widoczne" podczas farbowania. 
 Kolor natomiast przez pierwszy tydzień był tak żarówiasto rudo-czerwony, że mój N. śmiał się ze mnie, ze teraz widać mnie na kilometr i na pewno wszyscy z daleka będą teraz wiedzieć, że ja to na pewno ja:p a tak ogólnie, to faktycznie kolor wyszedł taki nienaturalny, nie w moim stylu i o zgrozo z okropnymi czerwonymi refleksami, których nie znoszę (zdjęcie poniżej wykonane po 2 tygodniach od farbowania, nie oddaje tego efektu). No ale po 2 tygodniach czerwony refleks się wypłukał i kolor mi się naprawdę spodobał. No ale, bo mam w zanadrzu jeszcze jedno ale....farba przeokrutnie wysuszyła mi włosy (to akurat na zdjęciu poniżej widać). Były suche, sterczące, sztywne i w ogóle ble. 
Natomiast dużym plusem farby jest jej trwałość. Nie używałam jeszcze farby w odcieniu rudości, która byłaby tak trwała, jak Mango. Kolor po zmyciu czerwonym refleksów do kolejnego farbowania był bardzo ładny, farbowałam włosy kolejny raz właściwie tylko dlatego, ze odrosty były już bardzo widoczne, same końce włosów były nadal w pięknym kolorze.
 Z powodu tych kilku minusów no i ceny raczej już po Mango nie sięgnę. Natomiast fankom żywszej rudości, którym nie przeszkadzają czerwone refleksy i taki ostry, nienaturalny efekt na początku mogę Mango polecić. W sumie każdy lubi co innego:)
Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

Popularne posty